SzklanySamuraj.pl

Umidigi Crystal to „typowy chinol” pełną gębą, ale oferuje całkiem przyzwoitą specyfikację w dobrej cenie. Czy w takim razie warto przymknąć oko na jego wady?

Na początku muszę zaznaczyć, że nieco zmieniłem sposób testowania urządzeń i teraz postaram się odpowiedzieć na pytanie: Czy warto kupić dany sprzęt?

Standardowo już na początku muszę wspomnieć, że to nie jest mój pierwszy tekst o tym modelu. Jeśli chcielibyście obejrzeć go z każdej strony polecam Wam wpis, gdzie zrobiłem mu tyle zdjęć ile tylko mogłem, za to w innym przetestowałem jak poradził sobie w roli aparatu.

Normalnie przeszlibyśmy już do recenzji, ale Umidigi Crystal „zasłużył” na jeszcze jeden wpis: Smartfon musi być niezawodny, więc raczej nigdy nie kupię typowego „chinola”! Jak możecie się spodziewać, nie zdobył on mojego serca, ale czy z czasem to się może zmieniło?

No nie do końca…

Dobra, ten tekst będzie bardzo niestandardową recenzją, ponieważ tylko w taki sposób będę mógł rzetelnie odpowiedzieć na tytułowe pytanie.

Zacząć muszę od tego, że przy „chinolach” (przepraszam jeśli komuś nie odpowiada takie określenie, ale dla mnie jest to po prostu chiński smartfon mniej znanej marki, tzn. coś nie od Huawei, Xiaomi, Lenovo itp.) kluczowa jest cena, a tutaj jest dobrze. Za ok. 600 złotych dostajemy wariant z 4 GB pamięci RAM, 64 GB pamięci wbudowanej, 5,5-calowym ekran em FullHD, łącznością 4G, Dual SIM, podwójnym aparatem z tyłu, ogniwem o pojemności 3000 mAh i procesorem MediaTeka (nieco taniej można wyrwać model 2/16 pamięci). Tak, tak, dla wielu MediaTek do zło rynku mobilnego, ale w tak dobrze wyposażonym sprzęcie i na dodatek tak tanim, nie ma co liczyć na jakiegokolwiek Snapdragona. Ogólnie, te układy nie są aż tak tragiczne (tak sądziłem na podstawie wcześniejszych doświadczeń) i dla mnie była to malutka wada, która ginęła przy morzu zalet.

Szczególnie, że Umidigi Crystal robi dość dobre pierwsze wrażenie. Oczywiście wiadomo, że pamięci nie będą na takim poziomie jak we flagowcu, a podwójny aparat nie stworzy nam niezapomnianego dzieła przy słabych warunkach, ale tutaj wszystko definiuje cena. Za 6 stówek jest lepiej niż OK.

Nakładka systemowa nie sprawiała mi specjalnych problemów… oprócz tego, że praktycznie cały czas wyskakiwał mi komunikat, który widzicie na powyższym zdjęciu. Co więcej, taki Ulefone T1 Premium (który jest sporo droższy) był zdecydowanie bardziej problematyczny.

Jeśli chodzi o wydajność to również było w porządku. Tak się złożyło, że miałem akurat wtedy Xperię XZ2, która chodziła o niebo lepiej, ale w Umidigi płynność stała na przyzwoitym poziomie. Do samej nakładki również nie mogę się specjalnie przyczepić, pod żadnym względem mnie nie porwała, ale też nie była męcząca. Mogłaby co prawda prezentować się nieco lepiej, ponieważ przypominała mi Androida sprzed kilku lat, ale to tylko moje odczucie.

Czuję się w obowiązku wspomnieć, że bateria jest na swoim miejscu i nawet działa nie najgorzej, ponieważ dzień pracy przeważnie udawało mi się osiągnąć bez jakiekolwiek trudu. Dodać muszę, że ekran również jest zadowalający. Patrząc przez pryzmat ceny, kolory czy kąty widzenia dają radę. Jedynie w pełnym słońcu będziecie raczej szukać nieco cienia, ponieważ jasność mogłaby być większa.

Ogólnie do jego działania nie można się specjalnie przyczepić, szczególnie biorąc pod uwagę cenę. Czasem coś zwolniło, czasem się zacięło, ale przez zdecydowaną większość czasu było OK.

No i jeszcze ten wygląd, dla jednych ciekawy i innowacyjny, dla innych tragiczny. Szerzej ten element opisałem w osobnym wpisie – Umidigi Crystal [Zdjęcia Smartfona + Opis wyglądu] – więc tutaj dodam tylko, że umieszczenie wszystkiego (czujników, aparatu itp.) pod ekranem jest niepraktyczne, ale idzie się do tego przyzwyczaić. Ja co prawda nie chciałbym, żeby mój telefon tak był zbudowany, ale kwestia gustu.

No dobra, tak słodzę Umidigi Crystal, że pewnie część już wyciągnęła portfele, ale dajcie mi jeszcze chwilę…

Jeśli ktoś jest bardzo leniwy i po pierwszej części recenzji przestaje czytać, w tym przypadku może się srogo rozczarować. Ogólnie za 600 złotych nie jest to zły telefon do podstawowych funkcji, ale miał on małego pecha, ponieważ ja naprawdę chciałem go sprawdzić w różnych warunkach.

Na pierwszy ogień poszło LTE, a właściwie coś udającego łączność 4G. Ogólnie znaczek oznaczający ten rodzaj sieci widziałem dość rzadko. Umidigi Crystal ma zdecydowanie słabszy modem niż inne testowane przeze mnie smartfony, co w dużej mierze oznacza tyle, że tam gdzie one bez problemu łapały LTE i to nawet kilka kresek zasięgu, on często miał słabe 3G. Oczywiście sprawdzałem to na tej samej sieci i nawet dokładnie tej samej karcie. Nie było to zależne od operatora, ponieważ zarówno Orange, jak i T-Mobile działały słabo na tym urządzeniu.

Na drugi strzał poszedł GPS, który skutecznie zraził mnie do Umidigi Crystal. To również opisałem w specjalnym wpisie – Smartfon musi być niezawodny, więc raczej nigdy nie kupię typowego „chinola”! – więc dodam tylko, że pojechanie gdziekolwiek z użyciem nawigacji jest równie skuteczne co sprawdzanie kierunków geograficznych po obserwacji strony rośnięcia mchu… na pustyni.

Przez ten element, wiem już, że nie mógłbym nikomu polecić tego smartfona!

W dzisiejszych czasach nie trzeba kupować flagowca, żeby mieć dobrze działający smartfon, który nie zawiedzie nas, nawet w najbardziej niespodziewanych sytuacjach. Z drugiej jednak strony, Umidigi Crystal skutecznie mnie uświadomił, że wydanie ok. 600 złotych może być wyrzuceniem pieniędzy w błoto, ponieważ takiemu produktowi nie można zaufać. Sam wychodzę w założenia, że nie chciałbym nigdy wydać na telefon więcej niż 2000 złotych, ale pewnie nie zejdę też ze swoimi zakupami poniżej 1300-1500 złotych. Stety, niestety, na dobrze działający telefon trzeba przygotować jakieś półtora, do dwóch tysięcy złotych.

Przykro mi Umidigi, nie zaprzyjaźnimy się!

Kurczę, trochę szkoda, że ten tekst tak wypadł. Cały czas po cichu liczę (może trochę naiwnie), że dostanę w swoje ręce telefon za 500-600 złotych, który pod każdym względem będzie w porządku dla mniej wymagającego użytkownika. Najbliżej ideałowi w tej cenie był moim zdaniem TP-Link Neffos X1 z 3 GB pamięci RAM, ale mu wyraźnie brakowało baterii o takiej pojemności jak u bohatera tego wpisu.

Umidigi Crystal został przeze mnie skreślony tak naprawdę przez dwa elementy: GPS oraz modem 4G. Gdyby obydwa zostały poprawione, byłby to nie najgorszy wybór w danym budżecie. Oczywiście aparat, ekran czy działanie mogłyby być zdecydowanie lepsze, ale mówimy tutaj o budżetowcu, który ma być przede wszystkim tani i musimy o tym pamiętać.

Na dziś mogę powiedzieć, że nie zaprzyjaźnimy się z Crystalem. Liczę jednak na to, że jego mocniejsi bracia pokażą nieco więcej!


Na koniec specyfikacja:

  • 5,5-calowy ekran IPS o rozdzielczości FullHD (1920 x 1080 pikseli);
  • 8-rdzeniowy procesor MediaTek MT6750T;
  • 4 GB pamięci RAM;
  • 64 GB pamięci wbudowanej + slot na kartę MicroSD;
  • aparaty główne: 13 i 5 Mpix;
  • 5-megapikselowy aparat na przednim panelu;
  • łączność 4G LTE;
  • Dual SIM;
  • USB typu C;
  • czytnik linii papilarnych;
  • bateria o pojemności 3000 mAh;
  • Androida 7.0 Nougat;
  • wymiary: 141,3 x 74,8 x 8,1 mm
  • waga: 180  gramy.

No i oczywiście moje oceny:

  • Wygląd – 1;
  • Ergonomia – 0 (umieszczenie wszystkiego na dole, utrudnia sięgnięcie do górnej krawędzi);
  • Ekran – 0,5;
  • Wydajność – 0,5;
  • Karta pamięci/Dual SIM – 1;
  • Bateria – 0,5;
  • Aparat – 0,5;
  • Cena – 1;
  • Zestaw – 0,5 (jest etui w zestawie, tzn. plecki);
  • Bonus (jakieś pozytywne zaskoczenie) – 0.

    Łączny wynik – 5,5 punktów!

 

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post