SzklanySamuraj.pl

Ile razy słyszeliście, że chińskie smartfony to szajs i nie warto się nimi interesować? Ja dość często, dlatego postanowiłem to sprawdzić na przykładzie Ulefone’a T1 Premium i chyba czas zmienić zdanie!

Jeśli czytasz tego bloga, to zapewne trochę już siedzisz w świecie smartfonów, więc nazwa Ulefone może nie być Ci obca. Gdybyś jednak nie potrafił wymienić ani jednego urządzenia tego producenta, nie będzie to żaden wstyd. Sam jeszcze jakiś czas temu miałbym z tym problem, ale ostatnio w moich progach pojawił się kurier, który przyniósł mi czerwono-niebieskiego Ulefona’a T1 Premium i dziś chciałbym napisać o nim kilka słów.

Jakiś czas temu postanowiłem nieco zmienić formę moich recenzji i jest to właśnie taki trochę inny test. Jeśli chcesz poznać specyfikację oraz oceny za poszczególne elementy, przewiń do końca (chociaż polecam przeczytać całość!).

Co to za kolory? My to się chyba nie polubimy!

Pierwsze wrażenie? Takie sobie, ale tylko przez moją czystą złośliwość, ponieważ Ulefone T1 Premium to smartfon, który wizualnie zdecydowanie wyróżnia się na tle innych urządzeń. Tak jak możecie zobaczyć na zdjęciach jest on czerwono-niebieski (lub niebiesko-czerwony, sami oceńcie), a jego wykończenia są w czerni i złocie. Skojarzenie jakie od razu pojawiło się w mojej głowie to FC Barcelona, a jako fan Juventusu Turyn mogę śmiało powiedzieć, że nie po drodze mi ostatnio z katalońską drużyną. No cóż, jakoś to przeżyłem i potem było zdecydowanie lepiej.

Jeśli miałbym zarzucać coś rynkowi smartfonów to byłaby to na pewno powtarzalność (zarzucić mógłbym wiele rzeczy, ale skupmy się na tej) w wyglądzie samych telefonów. Wcale nie zdziwię się jeśli ktoś pomyli chociażby Huawei’a z Applem, a to nie jedyny przykład. Smartfonów wyglądających jak coś co już jest na rynku, tylko z drobnymi zmianami jest całkiem sporo, ale wśród nich na pewno nie ma modelu T1 Premium. Tak, może i bryłowo jest on iPhone’owo podobny, ale ten kolor cholernie robi robotę. Właśnie dlatego sam wygląd urządzenia to jego ogromna zaleta (no chyba, że nie lubicie się wyróżniać z tłumu).

Jest duży, ale czy w dzisiejszych czasach to bardziej zaleta, czy może jednak wada?

Źle nie jest również w kwestii wykorzystanych materiałów, ale tutaj już takich zachwytów z mojej strony nie usłyszycie. Jest dobrze, bo temu nie zaprzeczę, ale jednak metal metalowi nie równi i trzymając w jednej ręce Ulefone’a T1 Premium, a w drugiej moją Xperię XZ czułem różnicę w wykorzystanych materiałach. Oczywiście na korzyść Sony. Mimo tego, będziecie zadowoleni.

Przód również nie powinien Was martwić, gdyż panel jaki został użyty w tym modelu sprawdza się bardzo dobrze. Ponownie mogę powiedzieć, że do flagowców bardziej uznanych firm jednak trochę brakuje, ale zarówno kąty widzenia, jak i kolory dają radę. Wyższa mogłaby być jasność samego ekranu, ale to tyle.

Potężna moc… tylko z Chin!

No właśnie, pewnie zapytanie jak to jest z tą chińską mocą? Na papierze model ten robi niesamowite wrażenie, ponieważ nadal rzadko który flagowiec może pochwalić się 6 GB pamięci RAM oraz 128 GB pamięci wbudowanej. Napędza go Helio P25 i jest to przyzwoity wybór. Tak, większość z Was wolałaby Snapdragona, ale MediaTeki nie są już takie złe i ja ich nie skreślam za markę. Warto pamiętać, że dzięki temu cały smartfon jest tańszy.

Tak to wypada w benchmarkach:

No dobra, droczę się z Wami, porozmawiajmy o codziennym użytkowaniu.

Ten śródtytuł o potężnej mocy, tylko z Chin dość dobitnie pokazuje jakie są moje odczucia względem tego modelu. Mianowicie na papierze to jest świetny sprzęt, ale przy bliższym spotkaniu już tak idealnie nie jest. Źle również nie, ale jednak do flagowców to mu sporo brakuje (chyba będę nadużywać tego stwierdzenia w tym teście).

Czym w takim razie Ulefone T1 Premium różni się od topowych produktów innych firm? Moim zdaniem optymalizacją i dopracowaniem. W tym modelu zdarzały mi się jakieś wpadki i błędy, jak chociażby ten z pierwszej konfiguracji. Gdy ustawiałem swoje konto mail to ekran obrócił się do poziomu, a po powrocie do pionu klawiatura źle się przeskalowała, przez co zasłaniała mi okno do wpisywania adresu. Pierdoła, ale dość dobitnie pokazuje, że nad nakładką trzeba byłoby jeszcze popracować.

Czytnik linii papilarnych działa przyzwoicie, chociaż mogłoby być lepiej!

Poza tym było w porządku, ale patrząc na suche dane można byłoby oczekiwać nieco więcej. Gdybym nie znał jego specyfikacji, to pewnie obstawiałbym, że ma raczej 4, a nie 6 GB RAM. Kolejne czepianie się, ale co zrobić, że ja już taki jestem? Najważniejsze jest to, że ogólnie jest całkiem dobrze i pojedyncze przycięcia raczej nie będą bardzo irytować przeciętnego użytkownika.

Warto wspomnieć o baterii, która u mnie wytrzymywała dzień. Raczej nie zdarzyło mi się nerwowo szukać ładowarki przed jego końcem, ale nic więcej nie mogłem liczyć.

Nie byłby to mój pierwszy fotograficzny wybór…

…ani nawet drugi, trzeci, czwarty czy piąty. Zdjęcia oczywiście zrobicie tym urządzeniem (ma nawet dwa obiektywy z tyłu!), ale ich jakoś jest co najwyżej przeciętna. Jeszcze ilość szczegółów stoi na zadowalającym poziomie, ale już kolory nie przypadły mi do gustu, brak im życia, przez co są takie mdłe. Wydają mi się również nieco za zimne przy fotografowaniu na zewnątrz.

Tak jak dzienne fotki jeszcze są w porządku, tak te z przedniego aparatu oraz nocne wypadają dużo gorzej. Brak im wszystkiego, zresztą sami zobaczcie:

Ulefone T1 Premium to smartfon ciekawy, ale nieco niedopracowany!

Takie chyba jest najlepsze podsumowanie tego urządzenia.

Ulefone T1 Premium ma kilka zalet, ale ma również sporo wad i większość z nich wynika z niedopracowania samego urządzenia lub oprogramowania. Trochę szkoda, ponieważ gdyby posiedzieć nad nim kilka tygodni/miesięcy dłużej, byłby dużo sensowniejszym wyborem, ale czy wtedy cena pozostałaby taka sama? No właśnie, to jest typowy chińczyk, więc za mocną specyfikację nie trzeba zapłacić wcale tak dużo – obecnie kosztuje on około 1500 złotych. Nie jest to astronomiczna kwota, ale sam nie wiem czy zdecydowałbym się na jej wydanie w tym przypadku.

Za podobne pieniądze można mieć telefony, które na papierze będą wypadać gorzej, ale już w codziennym użytkowaniu sytuacja może być odwrotna. Mówiąc uczciwie, zaczynając testy tego urządzenia miałem już pewne domysły jak może się to potoczyć i sprawdziły się one chyba w 100 procentach. Chińskie urządzenia mają fajne bebechy i nieco niedopracowane oprogramowanie, ale kuszą relatywnie niską ceną.

Ulefona T1 Premium jest doskonałym reprezentantem takiego podejścia!

Jeśli zdecydujecie się na jego zakup to pewnie będziecie z niego całkiem zadowoleni, ale polecam wcześniej dokładniej przyjrzeć się dostępnym na rynku ofertom. To nie będzie zły wybór, ale po prostu nie jestem przekonany, że będzie tym najlepszym.

Więcej zdjęć samego urządzenia, zobaczycie tutaj:

Ulefone T1 Premium [Zdjęcia Smartfona]

Zgodnie z obietnicą, łapcie specyfikację tego cuda:

  • 5,5-calowy ekran IPS o rozdzielczości FullHD (1920 x 1080 pikseli);
  • 8-rdzeniowy procesor MediaTek Helio P25;
  • 6 GB pamięci RAM;
  • 128 GB pamięci wbudowanej + MicroSD;
  • podwójny aparat główny, 16 oraz 5 Mpix + przesłona f/2.0;
  • 8 Mpix na przednim panelu, f/2.0;
  • łaczność 4G LTE;
  • baterii 3680 mAh;
  • czytnik linii papilarnych;
  • Dual SIM;
  • Android 7.0 Nougat;
  • USB typu C;
  • wymiary: 155 x 76,9 x 8,45 mm;
  • waga: 181 gramów.

No i oczywiście moje oceny! Pamiętajcie tylko, że dla poznania pełnej oceny tego urządzenia warto byłoby poświęcić kilka minut na te wszystkie wypociny u góry:

  • Wygląd – 1;
  • Ergonomia – 0,5;
  • Ekran – 0,5;
  • Wydajność – 0,5;
  • Karta pamięci/Dual SIM – 1;
  • Bateria – 0,5;
  • Aparat – 0,5;
  • Cena – 1;
  • Zestaw – 0;
  • Bonus (jakieś pozytywne zaskoczenie) – 0,5 (Charakterystyczny jak diabli).

    Łączny wynik – 6 punktów!

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post