SzklanySamuraj.pl

Pokemon GO, swoją popularnością przebiło nawet Tindera. Czy łapanie stworków rzeczywiście jest lepsze od randkowania? Sprawdziłem to!

W pierwszych dniach po premierze, Pokemon GO ściągnęło więcej osób niż Tindera… kiedykolwiek. Jeszcze kilka miesięcy temu, raczej bym nie pomyślał, że ludzie wolą łapać wirtualne stworki, niż szukać swojej drugiej połówki (lub chociaż przygody na jedną noc). Mimo wielu różnic, w obydwóch aplikacjach można spotkać masę innych ludzi i dzięki nim jest szansa na ruszenie tyłka sprzed komputera. Oczywiście nie musisz wiedzieć, która z nich bardziej do Ciebie pasuje. Właśnie dlatego postanowiłem je porównać!

Co z popularnością?

Najważniejszym czynnikiem dla aplikacji mobilnych, jest ich popularność. Nawet jeśli znajdziesz idealny twór dla siebie, ale w promieniu kilkudziesięciu kilometrów nikt nie będzie go używać, to nic nie zrobisz. Dużo więcej osiągniesz z przeciętnym – lub nawet słabym – produktem, którego używają miliony. Pod tym względem zarówno Tinder, jak i Pokemon GO dają radę. Skoro ja regularnie poznaję nowe osoby, dzięki tym aplikacjom, to Ty na pewno też sobie poradzisz.

Jak wpływa na kontakty międzyludzkie?

Na Tinderze głównym zadaniem jest poznawanie nowych osób, więc dziwnie byłoby, gdyby w tym punkcie nie radził on sobie wyśmienicie. W Pokemonach kontakty międzyludzkie nie są priorytetem, ale naprawę ciężko jest grać całkowicie samemu. Ja namówiłem kilku znajomych, a jeszcze więcej ludzi poznałem podczas polowań na wirtualne stworki. Serio, wystarczy odpalić Lure’a (taki wabik na Pokemony) w popularnym miejscu i zaraz pojawią się gracze. Zagadanie jest chyba jeszcze prostsze niż na Tinderze. Wystarczy podpytać o drużynę, poziom czy też spróbować nawiązać kontakt na wędkarza (Biorą?). Przez ostatnie tygodnie rozmawiałem z dziesiątkami zupełnie obcych mi osób, a normalnie raczej nie zagaduje innych na ulicy.

Co można złapać?

Tutaj zaczyna się już sprawa komplikować, ponieważ pojawiają się spore różnice między tymi aplikacjami. W Pokemon GO można złapać Pokemony. Prostszej odpowiedzi chyba nie mogłem udzielić. Na Tinderze łapie się przedstawicielki (lub przedstawicieli) płci przeciwnej. Na niektórych zdjęciach wcale nie różnią się bardzo od wirtualnych stworków, ale to nadal zupełnie inne „zdobycze”.

Czy ma jakieś skutki uboczne?

Rozwijając poprzedni punkt, mogę powiedzieć, że pod tym względem Tinder ma bardzo dużo do zaoferowania. Skutkiem ubocznym może być związek, nieplanowane dziecko lub choroba weneryczna. Zależy od tego, jak bardzo wczujesz się w grę. Oczywiście może się też zdarzyć, że kobieta z którą się umówisz to fanka Greya i najpierw zaciągnie Cię do swojego domu, a potem wykorzysta do cna. Niektórym takie skutki uboczne mogą odpowiadać, ale na wszelkie wypadek ostrzegam!

W Pokemonach skutki uboczne mogą być równie opłakane. Grając można wejść pod samochód, wpaść w przepaść lub wylądować w jeziorze. Poza tym były już pierwsze przypadki, w których złodzieje napadali graczy.

Ważne w tym punkcie jest jedno, wszystkich skutków ubocznych można uniknąć. Jeśli ktoś jest nierozsądny, to spali pół miasta gotując wodę na herbatę. Na szczęście ogarniętym ludziom nic nie grozi, ani potrącenie, ani swędzenie miejsc intymnych.

Która jest lepsza?

Ja korzystam z obu, ponieważ każda ma swoje zalety, ale jeśli miałbym wybrać jedną, to…

Postawiłbym na Pokemon GO! Nie dość, że można spełnić marzenia o zostaniu najlepszym trenerem na świecie, to jeszcze – tak przy okazji – poznaje się wiele ciekawych osób. Kto wie, może któraś też lubi zabawy rodem z Greya…


Zdjęcie: Genia Baida

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

View Comments

There are currently no comments.

Next Post