SamurajMedia.pl

Oczywiście jeśli tego nie czujesz. Bycie na siłę w miejscu, które Ci nie odpowiada , jest nie tylko nieszczere, ale również męczące. Nie sądzisz?

Bloger powinien być wszędzie tam gdzie jego czytelnicy!

Nie będę odkrywczy jeśli tak napiszę, że to prawda. Bloger powinien być tam gdzie jego czytelnicy, ponieważ dzięki temu lepiej może promować swoje treści. Zarówno ja, jak i Ty dobrze wiemy, że blogowanie to nie samo tworzenie tekstów, ale również dobra promocja. Dla każdego oznacza to coś innego, po prostu są w sieci miejsca, gdzie blogi specjalistyczne przyjmą się lepiej, a są i takie gdzie to lifestyle będzie królować. Nadal nic odkrywczego nie napisałem, ale już się rozkręcam. Istotnym elementem promocji w ostatnich miesiącach jest Snapchat i dziś chciałbym Ci powiedzieć o nim kilka słów.

Snapchat jest dla każdego?

Muszę na wstępie napisać, że ten tekst skierowany jest głównie do twórców treści w sieci, ale jeśli Ty nim nie jesteś, a lubisz social media to i tak możesz coś z niego wynieść.

Jeśli tu zostałeś to zakładam, że coś tam tworzysz w sieci. Może to blog, może kanał na Youtube, może coś jeszcze innego, a może po prostu lubisz być online. Nie jest to istotne, ponieważ Snapchat świetnie nadaje się do promocji Twojej osoby i tego co robisz. To bardzo personalne medium, przez co kontakt z czytelnikami jest dość bliski. Ktoś przecież może wysłać Ci pozdrowienia poświęcając jedynie kilka sekund swojego życia, co jest dużo szybsze niż komentarz czy mail. Dlatego moim zdaniem, jeśli tworzysz coś w sieci i ta twórczość skupia się na Twojej osobie to ta aplikacja może być świetnym uzupełnieniem dla reszty kanałów społecznościowych. Oczywiście nawet jak prowadzisz bloga z samymi wykresami i chcesz na Snapie pokazywać właśnie je, to możesz spróbować. Dla mnie nie byłoby to interesujące, ale zawsze może się udać. Nie jestem specjalistą od Snapchata, nie jestem nawet jakimś hardkorowym użytkownikiem, ale mam osoby, które chętnie obserwuję i one najczęściej pokazują kawałek siebie. Nie wrzucają mechanicznie zapowiedzi nowych wpisów, ale kreują postać, u której chce wiedzieć co nowego. Takie coś mi się podoba i ja to kupuję.

15021193310_b805665f98_k (1)

NIE!

Powyższe stwierdzenie jest odpowiedzią na wcześniejsze pytanie. Snapchat moim zdaniem nie jest dla każdego i jeśli jesteś twórcą to powinieneś się zastanowić czy sprawdzi on się w Twoim przypadku. Dla mnie na razie nie ma większego sensu (szczególnie po ostatnich zmianach) i nie ma w tym niczego złego. Nawet jeśli mógłbym znaleźć tam nowych czytelników i szybko dotarłbym do tych co już mam, to tworzenie jakichkolwiek materiałów na siłę mija się z celem.

Nie raz się na tym złapałem w przypadku bloga. Dodawałem coś, tylko żeby coś było. Długo mi zajęło zrozumienie, że to nie ma sensu na dłuższą metę i zasada „czy się stoi, czy się leży nowy wpis się należy” się po prostu nie sprawdza w większości przypadków. Oczywiście jeśli tworzysz medium skupione na aktualnościach i postać autora lub jego zdanie kompletnie się nie liczy to inaczej na to patrzysz. Wtedy wpisy powinny być jak najczęściej i to w sumie jest proste, ponieważ można tworzyć je dość mechanicznie, ale w takim wypadku promowanie autora Snapchatem nie ma większego sensu.

Autentyczność!

Dlatego do aplikacji z duszkiem w logo nie podchodzę jak do kolejnego miejsca w sieci, gdzie MUSZĘ być. Czasem coś wrzucę, czasem zobaczę co tam u znajomych, ale to dla mnie tylko dodatek. Będzie to wyświechtany do bólu slogan, ale stawiam na autentyczność. Nawet jeśli miałbym na tym stracić pod względem zasięgu to nie mam zamiaru robić z siebie durnia, tylko dla cyferek. Jeśli już mam być internetowym głupkiem to tylko dlatego, że taką mam ochotę.

Zakończenie tego wpisu będzie nieco pompatyczne i przesadzone, ale po latach produkowania się w sieci przestałem widzieć sens w tworzeniu na siłę. Siadając do tekstu muszę być na 100% przekonany, że chcę go napisać. Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile razy odchodziłem od komputera, ponieważ wpis nie był taki jak chciałbym, żeby był. Pod względem cyferek to nie jest najlepsze rozwiązanie, ale właśnie tak podchodzę do Snapchata.

Nie czuję go i nie mam zamiaru być tam za wszelką cenę. Może za jakiś czas to się zmieni, a może już na zawsze pozostanę tylko obserwatorem. Sam jeszcze tego nie wiem, ale nie ma dla mnie lepszej drogi. Tobie również taką polecam, bo jeśli masz być na Snapie tylko dla cyferek, to ile jest tam prawdziwego Ciebie?


A jeśli wpis Ci się spodobał i chcesz być na bieżąco to zostaw lajka. Dzięki!


Nick na Snapchacie: Kondux

Zdjęcia: Adam PrzeździękMaurizio Pesce

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

View Comments

  • Pierwszy punkt jest powodem, dla którego nawet nie chce mi się mocniej wejść na Instagrama i Snapchata, a szkoda 🙁


    • Instagram jest moim zdaniem fajnym portalem do archiwizowania i dzielenia się swoimi fotkami z podróży 😉


      • No tak nie zdobędziesz tam czytelników, ale zawsze nawiążesz nowe czasem ciekawe znajomości jeśli chodzi o insta


        • I tak szczerze staram się działać 😉 Nie chcę się jakoś bardzo promować na Insta, ale dodawanie zdjęć sprawa mi sporo frajdy 😉


          • Dokładnie Kondradzie. świetna zabawa i nabywanie znajomości z całego świata


        • Tu bym się lekko spierała 🙂 Niejedna osoba, która została ze mną na dłużej, trafiła na blog właśnie z Instagrama, mimo iż nie z takim celem zakładałam tam konto. Ba, wtedy nawet nie miałam bloga.


          • Ja uważam, że Instagrama można wykorzystywać do promocji bloga, a równie dobrze można prowadzić go trochę obok. Ty – moim zdaniem – robisz to trochę obok, ale masz na tyle ciekawe zdjęcia, że ludzie chcą zobaczyć co jeszcze tworzysz w sieci. Ja też prowadzę go trochę poza blogiem 😉


          • Super, ale ta osoba najpierw poznała Ciebie potem Twój blog, nie mówimy tu o 100% przypadków.
            Chodzi o to że tam jest całkiem inna grupa docelowa. Tam na Instargamie nikt nie szuka rozwiązań,


          • Oczywiście, że nie 100% przypadków, dlatego tym bardziej w Twoim kolejnym zdaniu nie powinno paść określenie, że „nikt”. Poza tym – kto mówi o rozwiązaniach i od kiedy blogosfera ma dostarczać rozwiązań? Są blogi specjalistyczne, owszem, ale są też blogi lifestylowe, jak i te, które mają dostarczyć sporą dawkę inspiracji i rozrywki, a niektóre dobrych kadrów. Instagram to kopalnia inspiracji i nie bez powodu blogosfera jest tam również obecna, o czym czytelnicy doskonale wiedzą. A stamtąd krótka droga, by podłapać inne blogi. Ostatecznie żadne social media nie są stricte od „dostawy” czytelników.


  • A ja się ze Snapchatem polubiłam. Nigdy jednak nie podchodziłam do niego jak do kanału promocji bloga. Czy chce czy nie promuje siebie, wiadomo. Podchodzę jednak do niego jak do wyzwania dla introwertyka.


    • Ja właśnie nawet tak się do niego nie mogę zabrać. Myślę, że może ćwiczyć przed vlogowaniem, ale jeszcze nie wiem 😉


  • Cały czas nie wiem czy chcę;)


  • Ja się zastanawiam. Niby GA twierdzi, że średnia wieku moich czytelników jest wyższa niż średnia wieku użytkowników Snapczata, ale może jak pisze Katsunetka, potraktować to jako wyzwanie? W moim odczuciu dobry bloger to dobry celebryta, ktoś kogo czytasz dla niego samego, nie dla jakichś tam rad, czy rozwiązań. Po 5 sposobów na plamy z wina wchodzi się z wyszukiwarki, czyta co potrzeba i biegnie prac, a nie czyta dalej. Ja przynajmniej czytam ulubionych blogerów, nie ulubione blogi.
    No i właśnie, że mnie jest beznadziejna celebrytka. Może Snap powinien być dla mnie?


    • Nie pozostaje mi powiedzieć nic innego, niż spróbuj 😉

      Nie znam się na Snapie, nie wiem czy Ci przypadnie do gustu czy nie 😉


      • Retorycznie zapytuję. Zastanawiam się tylko.


  • Hej, nie na temat, ale link z Twojego profilu Disqus prowadzi do kondux.pl ;). P.S. Jaki masz nick na snapie?


    • Poprawione, dzięki 😉
      Kondux, ale ja bardzo rzadko coś udostępniam 😉


      • To może ja Ci coś wyślę ;).


        • Tylko błagam, nie ślij tych samych rzeczy co do całej reszty 😛


          • Mówisz o dublowaniu story? Też tego nie lubię ;).


          • O tym też, ale nie tylko. Może jestem nieco stary mentalnie, ale strasznie denerwuje mnie gdy ktoś pisze do mnie prywatne Snapy, a one są przeznaczone dla wszystkich. Dlatego zacząłem wywalać osoby, które słały mi swoje śniadania czy inne rzeczy, a one trafiały też do całej listy kontaktów. Uznałem to za spamowanie 😛
            Oczywiście jeśli ktoś mi posłał śniadanie i ono było tragiczne, ale z dopiskiem „Jadłbyś Kondux?” to spoko 😉


          • No, wiem o co chodzi. Nie zdarzyło mi się chyba wysłać snapa wszystkim – ale już kilku(nastu) osobom tak. Ale wysyłam raczej to, co spodziewam się, że danej osobie się może spodobać/zainteresować ją, więc do różnych osób ślę różne ;).


          • Czaję 😉

            Ja wiem, że to akurat jest w dużym stopniu mój problem, ponieważ Snapchata ma taką specyfikę, ale na razie nie umiem tego u siebie zmienić 😉


  • U mnie Snapchat się sprawdza i jestem trochę na siebie zła, że tak mało tam tworzę. A mało tam tworzę, bo zwyczajnie zapominam… Muszę sobie ustawić taki tryb, żeby zawsze w drodze do pracy/z pracy coś nagrywać, bo mam na to czas. Moje snapy mają na razie po 70-100 wyświetleń. Większość z tych osób przyszła z YouTube’a, a czytelników bloga jest tam znikoma ilość (głównie znajomi, jak Ty czy Sylwia :D). Sprawdziło się moje hasło promocyjne „Życie codziennie w Chinach na moim snapie!”.
    Kiedyś Gonciarz na swoim snapie mówił, że dla niego snap ma sens głównie przy wysyłaniu zdjęć/nagrań do znajomych, ale jutuberzy na snapie są raczej słabi. Mimo wszystko jestem zdania, że da się to zrobić dobrze, tylko trzeba mieć pomysł. Codzienne zdjęcie jajecznicy nie przejdzie. Chociaż Gonciarz (i ja też! :D) jest osobą, która bez problemu mogłaby dodawać nawet każdy swój codzienny posiłek i to by przeszło.


    • U Ciebie Snapchat się sprawdza bardzo fajnie 😉 Ja nieczęsto oglądam Snapy, ale jak już to zawsze sprawdzam też Twoje 😉

      Snap z samym chińskim żarciem? Oglądałbym!


      • Jeszcze jedna rzecz jest taka, że moja publiczność na YT jest o wiele młodsza od czytelników bloga. Masa ludzi w wieku 13-17 lat, a oni prawie nałogowo korzystają ze snapa. Na blogu siedzą raczej ludzie pełnoletni (głównie studenci, 18-23) i w tej grupie, owszem, snap też jest popularny, ale ta popularność nie dorównuje tej w niższej grupie wiekowej.


Next Post