SzklanySamuraj.pl

Muzyka towarzyszy mi przez cały dzień, dlatego od jakiegoś czasu staram się korzystać z nieco lepszych słuchawek, jednak na to co oferują Sony WH-1000MX2 nie byłem przygotowany!

Gdy idę do pracy, słucham muzyki. Gdy z niej wracam, również zakładam słuchawki na uszy. Wieczorem zawsze coś leci z głośników. Słucham muzyki gdy pracuję i gdy odpoczywam. śmiało mogę powiedzieć, że lubię gdy w moim codziennym życiu jest jakiś soundtrack.

Jednocześnie muszę się Wam przyznać, że żaden ze mnie koneser dobrego brzmienia czy inny audiofil. Ja po prostu lubię muzykę, ale nie znam się na niej, a moje uszy są całkiem przeciętne i standardowa jakość w zupełności mi wystarcza. Fajnie jeśli jest całkiem głośno, bo czasem mam chęć rozkręcenia ulubionego utworu na cały regulator, ale to co oferują mi moje przewodowe słuchawki Sony MDR-XB950 w pełni mnie zadowala.

No właśnie, oprócz samej muzyki, lubię się też ze słuchawkami japońskiej firmy. Dawno, dawno temu kupiłem sobie MDR-XB400, a od kilku miesięcy śmigam na wspomnianych wyżej XB950. Spełniają one moje wymagania w całości, ale o tym opowiem w recenzji, która na pewno się kiedyś pojawi (no chyba, że nie, ale wiecie, zarobiony jestem).

Żyłem tak sobie w pełnym zadowoleniu, aż tu nagle dostałem propozycję sprawdzenia modelu Sony WH-1000XM2, czyli topowych słuchawek bezprzewodowych japońskiego producenta. Wiem, że są już trójki, ale kiedy je testowałem jeszcze ich nie było na rynku.

Miłość od pierwszego wejrzenia!

Kilka miesięcy temu, gdy jeszcze nie było mi dane korzystać z tych słuchawek twierdziłem, że wyglądają nieco dziwnie i moje 950-tki podobają mi się dużo bardziej. Swojego zdania trzymałem się długo, ponieważ dopiero po jakiś 3 minutach uznałem, że jednak się myliłem. WH-1000XM2 nie są okrągłe, ale prezentują się bardzo dobrze.

Dalej jest wykonanie, które również stoi na najwyższym poziomie. Oczywiście słuchawki pierwotnie kosztowały ok. 1500 złotych, więc pierwszorzędna jakość budowy jest oczywista.

Przyczepić nie mogą się również do wygody, Dla mnie istotne jest to, żeby takie słuchawki zakrywały całe ucho i tutaj tak było. Nawet po dobrych kilku piosenkach nie czułem zmęczenia. Ogólnie to kolejny punkt, gdzie opisuję same superlatywy, ponieważ najzwyczajniej nie mam się do czego przyczepić.

Let’s play some music!

Dobra, przejdźmy do moich wrażeń audio. Tutaj także nie będę specjalnie krytycznym recenzentem, ponieważ nie mam zbyt dużego doświadczenia w tej kwestii. Właśnie dlatego mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że niezależnie od muzyki jakiej słuchałem, udawało mi się wyłapać elementy, których wcześniej nie znałem. Te Soniacze pozwoliły mi poznać kilka utworów na nowo, co świadczy o nich bardzo dobrze.

Nie jest to tylko moje zdanie, ponieważ pokazałem je kilku osobom i żadna nie zgłaszała mi uwag na jakość audio. Jeśli chodzi o głośność to również bez zarzutów.

W Sony WH-1000XM2 nie chodzi o dźwięk, ale o jego brak!

Tak, nie pomyliłem się powyżej. Dźwięk to jedno i tutaj jest świetny, ale ich największa zaleta to właśnie cisza, a dokładniej redukcja hałasów otoczenia. Przyznam uczciwie, że ten element najłatwiej sprawdzić, ponieważ WH-1000XM2 mają aż trzy poziomy tłumienia wyciszania. Na pierwszym jest ono kompletnie wyłączone, na drugim świetnie wygłusza większość szumów, dzięki czemu można cieszyć się dźwiękiem, ale to na trzecim dzieje się magia.

Większość osób po przełączaniu na trzeci poziom wyciszania mówiła coś, czego nie mogę zacytować, ponieważ nie używam wulgaryzmów na blogu.

Powiedzmy, że mówili: „Ale to jest szalone!”

Moja pierwsza reakcja była taka sama, ponieważ wyciszanie jest na absurdalnym poziomie. To rozwiązanie jest tak cholernie dobre, że może Was nawet rozboleć od niego głowa, gdyż mózg nieco świruje. Widzicie, że ktoś coś mówi, że samochody jeżdżą, że telewizor gra, ale nie słyszycie tego (lub słyszycie bardzo cicho).

Serio, może się nieco pomieszać w głowie, ale to tylko świadczy o zaawansowaniu tego rozwiązania!

Udało mi się znaleźć jeden minus!

Nie są nim dodatkowe funkcje (takie np. jak pauzowanie poprzez stuknięcie w nausznik; mi to nie przypadło do gustu, ale bajer ciekawy), nie jest także nim bateria, która radzi sobie lepiej niż przypuszczałem. To właśnie akumulator odstraszał mnie od bezprzewodowych słuchawek, ale tych nie udało mi się rozładować. Producent deklaruje nawet 30 godzin, więc przy moim użytkowaniu są to jakieś 2 tygodnie. Wynik jak najbardziej zadowalający.

Jedynym minusem, który znalazłem jest cena – ok. 1200 złotych!

Można je wyrwać nieco taniej, ponadto skoro WH-1000XM3 zostały zaprezentowane, ceny mogą jeszcze spaść, ale to i tak ogromna kwota za słuchawki, przynajmniej dla typowego zjadacza chleba. Zdaję sobie sprawę, że osób szukających rozwiązań z wyższej półki może to nie przestraszyć, ale przeciętny Kowalski wydaje na telefon taką kwotą, a słuchawki mają po prostu wydobywać z siebie dźwięk.

Ja staram się używać rozwiązań nico lepszych niż te najtańsze, ale obecnie nie pokusiłbym się o taki wydatek. Może kiedyś, ponieważ muszę przyznać, że zakochałem się w tych słuchawkach…

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post