Moje technologiczne życzenie na 2017 rok!

Moje technologiczne życzenie na 2017 rok!

Jeśli mógłbym w tym roku zmienić coś na rynku smartfonów, wybór byłby tylko prosty i wcale nie chodzi mi o lepsze baterie.

Moim zdaniem ostatnie 12 miesięcy nie przyniosły żadnych rewolucyjnych zmian na rynku smartfonów. Takie mamy czasy, że w tej branży prawie wszystko zostało już wymyślone (a może nie?) i teraz co jakiś czas możemy przeczytać o rozwoju jakiegoś elementu, ale nie o urywającym głowy odkryciu. A nawet jeśli pojawiają się takie teksty, to…

Nic się z tym nie dzieje!

Nie wiem jak długo śledzisz rozwój smartfonów, ale ja siedzę w tym dobrych kilka lat i niemal od samego początku czytałem o przełomie w rozwoju baterii. Artykuł zawsze opisywał technologię, która mogłaby podnieść ciśnienie prawdziwym maniakom nowych technologii, a dopiero na końcu pojawiał się dopisek, że na jej dopieszczenie potrzeba kilku lat. Ten czas już mija, a ogniwa w naszych telefonach, jak były, tak cały czas są TRAGICZNE. Może i jestem pesymistą w tej kwestii, ale nie sądzę, żeby za rok czy dwa coś miało się zmienić.

Dziś jednak nie o tym, ponieważ gdybym chciał pisać, że marzą mi się lepsze baterie, to śmiało mógłbym sobie odpuścić. Dziś o…

Moim technologicznym życzeniu na 2017!

Czyli dokładnie tym, co napisałem w tytule.

Myśląc o tym, przyszła mi od razu jedna myśl do głowy… ceny! Kupno dobrego smartfona za 3000 złotych to nie jest problem i nie trzeba się nawet specjalnie starać, ponieważ zdecydowana większość urządzeń będzie na poziomie. Dużo gorzej wygląda sytuacja, gdy mamy sporo mniejszy budżet.

Jeszcze przy połowie wyjściowej kwoty (ok. 1500 złotych) nie jest źle, ale co jeśli zmniejszymy ją trzykrotnie?

Za 500 złotych nie da się kupić dobrego smartfona!

No dobra, prawie się nie da. Moim zdaniem jedynie TP-Link Neffos C5 zasługuje na wyróżnienie w tej kategorii, ale poza nim jest słabo. Kiedyś śmiało polecałbym urządzenia z Windows Phone’m (lub Windowsem 10 Mobile), ale na razie ten system nie ma większego sensu i tylko niektóre osoby mogą brać go pod uwagę jako sensowne rozwiązanie.

Właśnie dlatego moje technologiczne marzenie na ten rok jest proste:

Chciałbym, żeby za 500 złotych można było kupić dobrze działającego smartfona!

Niektórzy powiedzą, że to dużo, ale czy rzeczywiście oczekuję niemożliwego?

Chętnie i w miarę często doradzam znajomym przy wyborze telefonu. Czasem są to produkty dla dzieci lub osób starszych, które nie potrzebują zaawansowanych funkcji, ale powinny dobrze działać. Trochę wstyd mi powiedzieć, że przeznaczenie 500 złotych na ten cel może się okazać pieniędzmi wyrzuconymi w błoto, ponieważ obdarowany zamiast korzystać z telefonu, będzie na niego narzekać. W kraju, gdzie ludzie zarabiają po 1200 złotych na rękę, wydanie 2/3 pensji na nowe urządzenie często jest niemożliwe. Przez to kupują słabo działające pierdofony, co może być dużym ograniczeniem lub po prostu sporą dawką stresu każdego dnia.

No bo co ma zrobić taki człowiek jeśli włączenie nawigacji + Messengera (lub dwóch innych rzeczy) jest praktycznie zabójcze dla jego urządzenia?

Nie chodzi mi tutaj o to, żeby w telefonie za 500 złotych ktoś mógł robić zdjęcia godne World Press Photo, bateria trzymała tydzień, a najnowsze gry chodziły bez żadnych problemów. Mi chodzi jedynie o to, żeby podstawowe funkcje ułatwiające życie codziennie (nawigacje, przeglądarki, komunikatory) działały bez większych problemów. Sam nie raz musiałem gdzieś dotrzeć i jednocześnie podpytać o szczegóły, ponieważ droga była zawiła. Pozornie proste zadanie ciągnęło się w nieskończoność, ponieważ mój telefon nie dawał rady.

Wiem, że to tylko częściowo jest wina producentów smartfonów, dużą cegiełkę do takiego stanu rzeczy przykładają twórcy aplikacji, którzy nie potrafią (lub nie chcą) ich zoptymalizować. Dopiero jeśli obydwie strony wezmą się ostro do pracy możemy liczyć na zmianą takiego stanu rzeczy, ale chciałbym, żeby 2017 był pod tym względem przełomowy.

Czy to nie za wiele?


Zdjęcie: Pexels