SzklanySamuraj.pl

Trzeba być albo głupim, albo blogerem technologicznym, żeby topić telefony, więc czy normy wodoodporności w ogóle mają sens? Moim zdaniem tak, nawet jak boisz się wody jak ognia!

Heh… co za gra słów we wstępie, możecie już dać lajka, a teraz wpis właściwy!

Na swoim FanPage zapytałem Was w Lany Poniedziałek, jak Wasze smartfony poradzą sobie w ten dzień. Rafał napisał mi tak:

Nikt normalny nie topi telefonu. Służą do komunikowania się ze światem a nie do udawania batyskafu 8)

Z jednej strony trudno się z nim nie zgodzić, urządzenie elektroniczne nie są stworzone do zwiedzania wnętrz toalet czy innych misek wypełnionych wodą. Producenci nie zakładają, że mogą nieumyślnie wpaść nam do basenu czy jeziora, ale jednak od jakiegoś czasu wodoodporność stała się stałym bywalcem wśród topowych smartfonów. Wydaje mi się, że trochę jest to spowodowane ogólnym trendem, ale…

Moim zdaniem dobrze, że telefony stały się odporne na wodę!

I tu nawet nie chodzi o poczytalność użytkowników, a raczej podejście praktyczne. Ja mam wodoodporną Xperię XZ, a wcześniej korzystałem chociażby z Xperii M5, która również wody się nie boi. Oczywiście nie sprawdzałem każdego dnia czy uda mi się je utopić, ale zdarzało mi się korzystać z tego rozwiązania.

Zresztą sami pomyślcie. Jesteście w Szklarskiej Porębie, przy pięknym górskim strumieniu, którego woda jest tak czysta, że śmiało można się napić. Ba, gdyby nie była tak lodowata to chciałoby się wskoczyć i podziwiać widoki, ponieważ nie trzeba długa szukać, żeby znaleźć się w iście bajkowej scenerii. Czy w takim momencie nie chcielibyście zrobić kilku zdjęć dla znajomych? Czy nie chcielibyście trochę poszaleć z aparatem i zanurzyć go w tej krystalicznej wodzie? 

Ja chciałem i ustrzeliłem między innymi coś takiego:

Zrobiłem też kilka zdjęć całkowicie zanurzonym telefonem, ale to spodobało mi się najbardziej. Oczywiście była to pewnego rodzaju fanaberia i raczej mało który użytkownik zdecydowałby się na coś takiego.

Jednak zalać telefon można całkiem przypadkiem i wodoodporność właśnie wtedy ma sens!

Wiecie, że zalać telefon można chociażby przez przebywanie w pomieszczeniu z dużą wilgotnością? Tak, wystarczy, że dostanie się nieco pary wodnej do środa i zabarwi ona specjalne czujniki, a smartfon przez serwis jest już traktowany jako zalany. Podobnie może być, gdy wypadnie Wam on na śnieg, wyleje się na niego woda czy chociażby będziecie rozmawiać na deszczu.

Część z Was może teraz pomyśleć, że zmyślam lub gadam głupoty, ale tak właśnie to wygląda, ponieważ telefon nie musi wpaść do wody, żeby być zalany. Dla serwisu liczą się czujniki, a jeśli one mówią jedno, to trudno jest udowodnić, że było inaczej.

Właśnie dlatego ja mam wodoodporny telefon i przy wyborze następnego raczej nie zrezygnuje z tego rozwiązania. Sprzęty elektroniczne są w dzisiejszych czasach tak mało odporne na zniszczenie, że chciałbym uchronić się chociaż przed działaniem tych podstępnych płynów, którzy tylko myślą jakby tu spotkać się z naszym urządzeniem.

To chyba całkiem rozsądne podejście, prawda?

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post