SzklanySamuraj.pl

Łódź to miasto, które skutecznie omijałem przez lata, ale w końcu trafiłem tam na weekend i… zdecydowanie nie żałuję tej decyzji!

Wpis ten jest nowym podejściem do FotoSpacerów, dlatego bardzo chętnie wysłucham wszelkich opinii, Wszystkie zdjęcia zostały zrobione Xperią XZ, a poprawiałem je w aplikacji Snapseed.

Muszę się Wam przyznać, że jakoś nigdy nie było mi po drodze z Łodzią. Kilka razy przez nią przejeżdżałem, ale nie zdarzyło się, żeby stanął tam chociaż na chwilę chyba tylko raz zatrzymałem się na chwilę… i nie zobaczyłem nic poza dworcem. Szczerze mówiąc, niespecjalnie widziałem powodu, żeby to zmienić (w tym właśnie miejscu mieszkańcy Łodzi dają unlike’a… zaczekajcie!), ale ostatnio (czyt. w czerwcu) pojechałem na See Bloggers Łódź, więc okazja nadarzyła się sama.

W hotelu zameldowałem się w piątek, a już w niedziele wyjeżdżałem do Poznania, co przy bardzo napiętym planie sprawiło, że niestety Łódź nadal jest dla mnie zagadką. Coś tam zobaczyłem, ale to i tak kropla w morzu. Postaram się jednak pokazać Wam, co zwróciło moją uwagę.

Zacząć muszę od wspomnianego już wcześniej dworca, który dobrze jest znany wszystkim fanom Cezarego Pazury oraz filmu Ajlawju. No cóż, pogoda była doskonała, więc ja zareagowałem nieco inaczej.

Po dotarciu na miejscu, szybko złapałem transport do hotelu, później kupiłem sobie nerkę (Nawet nie zdajecie sobie sprawy jaki to przydatny gadżet dla maniaka nowych technologii!) i coś zjadłem. Oczywiście to impreza blogerska, więc zanim jeszcze się wszystko zaczęło, spotkałem znajomych (oraz poznałem kilka nowych osób), zwiedziłem nieco Piotrkowskiej, no i oczywiście napiłem się coli.

Potem jak to grzeczny bloger powinien robić, wróciłem do domu i poszedłem spać. Zrobiłem to również dlatego, że było zimno, a ja nie zabrałem ze sobą niczego z długim rękawem, przez co w nocy cholernie zmarzłem. Uratowała mnie herbata z McD.

Takie imprezy blogerskie mają to do siebie, że kompletnie nie dają się wyspać uczestnikom. Z samego rana zerwałem się, żeby dotrzeć na miejsce. Nie było łatwo, ponieważ takie widoki skutecznie odciągały moją uwagę od celu (który swoją drogą jest jeszcze ciekawszy, ale o tym za moment). Dobrze, że spacerem miałem jakieś 10 minut, ponieważ dłuższa podróż mogłaby ciągnąć się w nieskończoność.

No dobra, pierwszy spacer zajął mi nieco więcej, ale na moje wytłumaczenie powiem, że drogi specjalnie nie znałem, więc trochę krążyłem. Chyba jednak źle na tym nie wyszedłem, ponieważ mogłem znalazłem kilka ciekawych widoków, jak chociażby ten poniżej. Niby całkiem zwyczajnie, a świetnie widać jaka jest różnica w starym miejscu z historią, którym ktoś się zajął na poważnie, a po prostu starym miejscem.

Łódź nie kojarzyła mi się zbyt dobrze. Nie chcę tutaj sypać stereotypami, ale utarło mi się w głowie, że to coś jak Poznań, ale tylko gdyby wzięło się pod uwagę te gorsze dzielnice i to sprzed kilkunastu lat. Mieszkańcy stolicy Wielkopolski doskonale wiedzieli, gdzie lepiej nie chodzić po zmroku. To się zmieniło i śmieje się (i to nie tylko ja), że teraz na Jeżycach łatwiej można dostać hummus niż wpierdziel.

Łodzi zwiedziłem tylko kawałek, ale ani przez chwilę nie czułem się zagrożony. Zdarzało mi się wracać dość późno do hotelu, ale nikt mnie nie zaczepiał. Albo to miasto nie jest takie złe, albo ja chodziłem tylko po dobrych dzielnicach, albo wyglądam strasznie. W sumie wszystko może być po części prawdą.

Piszę o tym, ponieważ Pan za zdjęcia okazał się niezwykle pomocnym człowiekiem, który gdy tylko zobaczył, że nie do końca ogarniam gdzie iść, podszedł i pomógł. Sam pewnie też bym trafił, ale taka pomocna dłoń to zawsze coś miłego.

Część z Was mogła już się domyślić gdzie urzędowałem przez cały weekend. Blogerów gościło Centrum Nauki i Techniki EC1, które dawno temu było pierwszą łódzką elektrownią. Nie zamierzam udawać, że dobrze znam historię stojącą za tym miejscem, chociaż podczas spaceru po obiekcie, poznałem kilka ciekawostek.

Mogę za to w pełni świadomie powiedzieć, że EC1 wygląda oszałamiająco. Cały kompleks prezentuje się fenomenalnie i jeśli lubicie robić zdjęcia architekturze, zdecydowanie powinniście zaplanować sobie wizytę w tym miejscu. W środku oprócz planetarium czy licznych wystaw, są również zachowane elementy elektrowni. Bez wątpienia może to być wizytówka Łodzi.

Jeśli śledzicie w miarę na bieżąco mojego Instagrama (@SzklanySamuraj) to wiecie, że od czasu do czasu lubię wstawić zdjęcie jakiejś świątyni. Pod tym względem Polska jest pięknym krajem, ponieważ często nawet w małych wsiach są kościoły, które w innych krajach mogłoby robić za katedry w stolicach. Można powiedzieć, że taki mamy klimat, ale dla amatorów fotografowania to świetnie sytuacja. W Łodzi też się coś znalazło.

Łódź bywa również mroczna, więc nie zawiodła całkowicie moich oczekiwań. Tutaj dostrzegłem już nieco znajome z Poznania widoki, ponieważ budynek po prawej przypomina to coś, co stoi koło św. Marcina, kojarzycie?

Jednym z ważniejszym punktów moich wycieczek były restauracje, w końcu nawet blogerzy coś jeść muszą. Pierwszego dnia See Bloggers wybrałem się na Ato Ramen, czyli miejsca gdzie jak możecie się domyślać, podają ramen. Żaden ze mnie specjalista japońskiej kuchni, ale w Poznaniu bardzo polubiłem się z Yetztu, więc chciałem sprawdzić czy Łodź pod tym względem daje radę. Powiem krótko – TAK! I to nawet bardzo. No moim Instagramie możecie zobaczyć jak prezentował się mój wybór (spróbowałem też wariantu na ostro, ale nie wiem czy dałbym radę zjeść cały, smaczny, ale palił srogo!):

Nie samymi zupami człowiek żyje, więc w niedzielę moim celem okazała się Gastromachina. Tutaj również nie mam się specjalnie do czego przyczepić, ponieważ jak dobrze pamiętam (trochę minęło, a ja mam swoje lata i pamięć już nie ta) był po prostu dobry i sycący burger:

W piątek, czyli pierwszy dzień pobytu w Łodzi trafiłem do Złotego Imbiru. Ta chińska knajpka ma całkiem fajne jedzenie i przyjemny wystrój, ale nie wszystko mi tam odpowiadało. Wystrój jest dość elegancki, co zapewne jest powodem nieco za wysokich – moim zdaniem – cen względem porcji. Chińska kuchnia w Polsce kojarzy się albo z tanim barem, albo z bardzo drogą restauracją. Tutaj nie jest najtaniej, a jedzenie, choć smaczne, to jednak nie powaliło mnie na kolana.

Rozpisałem się o jedzeniu, a nie dałem jeszcze żadnego zdjęcia z Piotrkowskiej, więc łapcie. Spokojnie, to żaden szaleniec, a po prostu dziewczyna, która chciała przejść sobie na linie rozwieszonej między budynkami. Niestety pogoda była taka, że przejście prosto ulicą było wyzwaniem, a co dopiero taki spacer.

Tak naprawdę, to było ostatnie zdjęcie z Łodzi. Niedługo później pożegnałem się ze znajomymi i pognałem na pociąg. Potem już tylko zaliczyłem postój w Ostrowie Wielkopolskim…

… i wróciłem do Poznania. Musze przyznać, że można śmiać się z tego naszego chlebaka, ale z odrobiną światła wygląda całkiem ciekawie. Nadal jak chlebak, ale już taki premium.

Na koniec chciałbym podzielić się z Wami dwoma przemyśleniami. Przede wszystkim, mam nadzieję, że uda mi się wybrać na przyszłoroczną edycję See Bloggers. To niesamowita impreza, która może nie jest idealna (dla mnie, ponieważ zdecydowanie więcej ciekawych rzeczy jest dla blogerów modowych), ale i tak świetnie się na niej bawiłem. Motywujące wystąpienia i niesamowicie ciekawe osoby to najważniejsze zalety tego wydarzenia.

Po drugie, sama Łódź jest bardzo nierówna, przynajmniej te okolice, które ja odwiedziłem. Z jednej strony są miejsca jak EC1 czy fragmenty Piotrkowskiej, ale między nimi znaleźć można (i to wcale nie jest takie trudne) setki rozpadających się ruder, które aż proszę się o remont… lub wyburzenie. Cóż, mam nadzieję, że tych pierwszych będzie zdecydowanie więcej, a ja na razie mogę powiedzieć, że moja wizyta w Łodzi była bardzo udana i chyba jeszcze kiedyś się tam pojawię. Tak po prostu.


To jest pierwszy odświeżony wpis z serii FotoSpacer i mam nadzieję nie ostatni. W tej serii chciałbym pokazywać Wam możliwości fotograficzne smartfonów oraz ciekawe miejsca, które znalazły się za obiektywem. Minusem są moje przeciętne umiejętności, ale lekka obróbka potrafi czasem poprawić to co ja skopałem. Dziś jest chyba całkiem dobrze, prawda?

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post