SzklanySamuraj.pl

Motorola Moto G6 to średniak, który nie jest królem specyfikacji na swojej półce cenowej, ale ma kilka bardzo mocnych argumentów, żebyście się nim zainteresowali! 

Nieco zmieniłem sposób testowania urządzeń i teraz teraz postaram się odpowiedzieć na pytanie: Czy warto kupić dany smartfon?

Motorola Moto G6 trafiła do mnie w bardzo kiepskim dla niej momencie. Tak się złożyło, że podczas jej testów miałem u siebie kilka innych, teoretycznie dużo ciekawszych (głównie dlatego, że zdecydowanie droższych) smartfonów. Czy jednak udało mi się wygospodarować nieco czasu dla Motoroli Moto G6?

Oczywiście, co więcej były to całkiem miłe chwile!

Motorola znalazła unikalny pomysł na średnią półkę i moim zdaniem ma on sens. Nie chciałbym jednak omawiać tutaj dokładnie wszystkich funkcji tego urządzenia (jak chociażby czystego systemu), ponieważ sporo mógłbym przepisać z poprzednich recenzji (między innymi X4, G5S Plus czy G5 Plus), ale jeszcze bardziej skupię na pytaniu: Czy warto kupić ten telefon?

Tak, ale…

Motka tak już wspomniałem ma masę zalet, ale nie wszystko mi się w niej spodobało. Zacznijmy od plusów, których jest zaskakująco dużo!

Przede wszystkim wygląd!

Tak, to kwestia gustu, ale zaryzykuję stwierdzenie, że na średniej półce Motki się po prostu wyróżniają i to na spory plus. Moto G6 nie ma notcha (hurra!), ale oferuje dość małe ramki i bardzo sprawnie działający czytnik linii papilarnych (również na przednim panelu). Rozpoznawanie twarzy jest fajne (w tej Motce działa naprawdę sprawnie!), ale jednak co porządny czytnik, to porządny czytnik, przynajmniej ja tak sądzę.

Tył nie jest wcale gorszy, choć może budzić sporo emocji ze względu na „kompas”, czyli okrągły element, gdzie znajdują się dwa aparaty. Nie powiedziałbym, że jest to jakiś szczyt designu, ale jednoznacznie brzydkim też bym go nie nazwał. Jest charakterystycznie, a na tle setek niemal takich samych urządzeń to element nie do przecenienia.

Dodam jeszcze, że niebieski kolor jest świetny! Motka akurat trafiła z wysyłką testówki, ponieważ takie smartfony zawsze mają u mnie plusa. Po prostu lubię niebieskie urządzenia i tyle.

Sama jakość wykonania stoi na dobrym poziomie i to tyle. Z flagowcem bym tej Motki nie pomylił, ale na tle innych średniaków jest bardzo przyzwoicie.

Wydłużony ekran, czyli…

Ekran ma 5,7 cala, rozdzielczość FullHD+ (2160 x 1080 pikseli) oraz proporcje 18:9. Dzięki temu Motorola Moto G6 jest relatywnie wąska i dobrze leży w ręce. Ja co prawda przez większość czasu nosiłem ją w dołączonym etui (nieco lepszy chwyt), ale bez niego jest równie dobrze.

Jeśli chodzi o jakość samego panelu, jest OK i tyle. Przy pełnym słońcu bez problemu zobaczycie, że czasem brakuje mu nieco jasności. Zdaję sobie sprawę, że rozmawiamy tutaj o średniaku i dlatego nie wymagam cudów, ale musicie wiedzieć, że idealnie nie jest. Co do kątów widzenia nie mam zastrzeżeń, kolory mogłyby być minimalnie lepsze.

Plusem są powiadomienia i podstawowe informacje na zablokowanym ekranie.

System? Bez zarzutu!

Snapdragon 450 oraz 3 GB pamięci RAM to połączenie, które daje radę, chociaż na papierze nic na to nie wskazuje. „Winowajcą” tego stanu rzeczy jest niemal czysty system, który nie potrzebuje dużej mocy, żeby działać płynnie. Za ten element zawsze chwaliłem Motki i tym razem nic się nie zmieniło.

Jeśli chodzi o samą nakładkę, nie chciałbym powtarzać się po raz kolejny, więc rzućcie okiem na jeden z podlinkowanych na początku wpisów. System jest taki sam jak wcześniej i to dobrze. No i dodatki (gesty) nadal rządzą!

…ale, nie wszystko mi odpowiada!

Zacznę od baterii o pojemności 3000 mAh, która wystarczała mi na cały dzień, ale na jakieś super rezultaty nie ma co liczyć. Trochę szkoda, ponieważ Moto G6 Play, czyli słabsza wersja tego smartfona ma akumulator o pojemności 4000 mAh. Gdyby Motka wrzuciła i do tego modelu takie ogniwo, mógłby to być jeden z największych atutów.

No i aparat!

Obstawiam, że wszyscy w Motoroli dobrze już wiedzą co tutaj napiszę. Jestem chyba najbardziej znanym hejterem aparatów w Motkach, ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie jest to bezpodstawne.

Zdjęcia nocne są bardzo często rozmazane i nieco za ciemne. Te zrobione w ciągu dnia bywają przepalone i najzwyczajniej, brakuje im jakiegoś kopa. Ciężko jest to ocenić, ale patrząc na fotki zrobione Moto G6, ani razu nie pomyślałem sobie, że to naprawdę fajne zdjęcie.

Z drugiej strony muszę przyznać, że w dobrych warunkach jest po prostu w porządku. Bez szału, ale jak chwilę się pobawimy aparatem, możemy uzyskać bardzo zadowalający efekt. Wydaje mi się, że moja niechęć do aparatów w Motkach jest spowodowana tym, że na tej półce cenowej można dostać coś więcej. Mimo tego jest jak najbardziej OK, a dla większości będzie to w zupełności wystarczająca jakość, sami zobaczcie:

Moto G6 to po prostu fajny telefon!

Muszę po prostu przyznać, że Motorola Moto G6 to fajny telefon i kropka. Nie jest idealny, kilka rzeczy można byłoby rozwiązać lepiej, ale tak uczciwie mówiąc, jest to trochę czepianie się na siłę. Jedyną poważną wadą w oczach wielu może być procesor, ponieważ Snapdragony z serii 4XX stosuje się raczej w nieco tańszych sprzętach.

Za ten tysiąc złotych – bo tyle właśnie kosztuje G6 – chciałoby się dostać jakąś 600-stkę, niekoniecznie najlepszą, ale jednak coś z tej nieco wyższej półki.

Jeśli akurat macie wolnego tysiączka i szukacie dla telefonu, weźcie pod uwagę Motorolę Moto G6. W większości zadań poradzi ona sobie po prostu w porządku, a tego właśnie oczekujemy od dobrego średniaka, prawda?

Specyfikacja:

  • 5,7-calowy ekran IPS o rozdzielczości FullHD+ (2160 x 1080 pikseli);
  • 8-rdzeniowy procesor Snapdragon 450;
  • 3 GB pamięci RAM;
  • 32 GB pamięci wbudowanej + slot na kartę MicroSD;
  • podwójny: 12-megapikselowy aparat główny z przesłoną o jasności f/1.8 + 5 Mpix z f/2.2 (szerokokątny);
  • 8 Mpix na przednim panelu, f/2.2;
  • łączność 4G LTE;
  • Dual SIM;
  • czytnik linii papilarnych;
  • USB typu C;
  • bateria o pojemności 3000 mAh + szybkie ładowanie;
  • Android 8.0 Oreo ;
  • wymiary: 153.8 x 72.3 x 8.3 mm;
  • waga: 167 gramów.

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post