SzklanySamuraj.pl
Łowca Czarownic to mroczny film akcji, w którym Vin Diesel kopie tyłki złym czarownicom, kocha te dobre, a pomaga mu Hobbit. Brzmi ciekawie?

Vin Diesel, średniowieczny, nieco poszarpany strój, broda i płonący miecz… To brzmi jak marzenie wielu kobiet, może nawet Twoje. Zostało ono spełnione w filmie, który zagościł niedawno na ekranach kin. Jego tytuł to Łowca Czarownic i przedstawia on historię – jak nie trudno się domyślić – łowcy czarownic, ale nie takiego zwykłego, ponieważ główny bohater przez klątwę jest nieśmiertelny i od kilkuset lat walczy ze złymi mocami. Fabuła nie jest może specjalnie oryginalna, ale wszystko spina się w miarę sensowną całość i nie udało mi się wyłapać jakiś większych błędów logicznych. Jedynie jedna rzecz była mnie dziwna i żeby nie psuć Ci zabawy z oglądania powiem tylko, że chodzi mi o finalną scenę z Grubym Panem Czarownikiem. Będziesz wiedzieć o co chodzi, a jak nie to napisz.

Muszę dodać też, że ten film ma jedną poważną zaletą, ale i jedną ogromną wadę.

Łowca Czarownic jest świetnym przykładem współczesnej kinematografii

To jest jego największa zaleta, ponieważ bardzo wiele filmów pokazywanych w ostatnich latach jest dobrym sposobem na spędzenie 2 godzin w kinie. Ten idealnie wpisuje się w ten schemat i po wyjściu z sali nie czułem, że straciłem swój czas. Nie miałem poczucia, że wydane pieniądze – które nie są takie małe, ponieważ przez starość muszę kupować bilety normalne – poszły na marne. Łowca Czarownic to fajny film akcji, w którym wszystko dzieje się dość szybko i nie ma czasu na nudę. Vin Diesel trzymał poziom, chociaż ciężko się przyzwyczaić do jego brodatego wyglądu. Za dużo czasu spędziłem na Szybkich i Wściekłych, gdzie jest on na tyle mocną postacią, że nowy image był dla mnie bardzo sztuczny i nienaturalny, ale na szczęście przez większość filmu prezentuje się tak jak go sobie wyobrażasz. Na plus zaliczyłbym też (taka gra słów, heh) Rose Leslie, która jest dobrze znana wszystkim fanom Gry o Tron.

The-Last-Witch-Hunter-Vin-Diesel-Kaulder-Character-Movie-WallpapersByte-com-2560x1600 (1)

Łowca Czarownic jest świetnym przykładem współczesnej kinematografii

To jest jego największa wada, ponieważ o większości filmów pokazywanych w ostatnich latach zapominasz zaraz po wyjściu z kina (chyba, że jesteś blogerem i chcesz je opisać). Łowca Czarownic to produkcja, która przez dwie godziny będzie świetną rozrywką, ale nie wywołała ona u mnie żadnych większych emocji, czy przemyśleń (oprócz małego wyjątku, a którym na końcu). Jest to dzieło nastawione na tu i teraz, czyli podczas oglądania ma być super, a potem będzie ono walczyć o zapamiętanie z wczorajszym obiadem i niekoniecznie wyjdzie z tej potyczki zwycięsko. Dla mnie małym rozczarowaniem była tez rola Elijaha Wooda. Powiedzieć, że nie zagrał za dużo to mało, a szkoda. Mógłby świetne kontrastować z Vinem.

Prawie jak Blade, prawie…

Pisząc tę recenzję uświadomiłem sobie, że ten film na więcej wspólnego z Blade’m niż mi się wydaje. Schemat jest bardzo podobny. W obydwóch produkcjach głównym bohaterem jest super facet z mocami powiązanymi ze swoimi przeciwnikami, którymi jest jakaś super rasa chcąca zagłady – wampiry kontra czarownice – a pomaga mu w tym stary nauczyciel. Pewnie znalazłbym jeszcze wiele filmów, które świetnie wpisywałyby się w ten układ, ale moim zdaniem nie jest to wada. Oczywiście brak innowacyjności boli, ale idąc na taki film nie spodziewam się porażającej i chwytającej za serce historii, ale właśnie szybkiej akcji i prostej do przetrawienia fabuły, w której nie mam szans się pogubić. Obydwa dzieła mi to oferują, ale gdybym miał wybrać to lepsze, to chyba postawiłbym na Blade.

Horror? Nie żartuj…

W niektórych miejscach Łowca Czarownic jest określany jako horror, ale chyba ktoś zobaczył ciemny plakat i strzelił na ślepo z jego oceną. Jest to dość mroczny film akcji, ale do horrorów – nawet tych mało strasznych – mu wiele brakuje. To szybka rozrywka i tyle, ale jeśli lubicie się trochę bać to możecie spróbować zbudować odpowiedni klimat, a może nawet się przestraszycie.

Iść, czy nie iść?!

A idź, jeśli nie masz nic lepszego do roboty. Jak już pisałem, to w nie są moim zdaniem stracone pieniądze, ale też nie jest to produkcja, którą trzeba obejrzeć. Jedynie dla fanatyków talentu Vina Diesela jest to pozycja obowiązkowa, ale ja nie żałuję jeszcze z jednego powodu. Pod sam koniec producenci albo puścili oko do widza, albo zupełnie niechcący wpletli w dialogi świetne nawiązanie do serii Szybcy i Wściekli. Jak może wiesz, jestem jej fanem, więc każdy taki smaczek sprawia, że uśmiech momentalnie pojawia się na mojej twarzy. Nie zdradzę Ci dokładnie co to jest, ponieważ nie chcę Ci psuć zabawy, ale daj znać w komentarzach jeśli Ty też to wyłapałeś. Zawsze przyjemnie jest znaleźć drugiego takiego maniaka.


Zdjęcia: 1, 2

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

View Comments

There are currently no comments.

Next Post