SzklanySamuraj.pl

HTC przez ostatnie lata zachowywało się jak dziecko we mgle, które nie może znaleźć drogi. W sumie, ja robiłem to samo, ale widać światełko w tunelu dla Tajwańczyków… i dla mnie też!

Dawno, dawno temu, gdy jeszcze zajmowałem się blogowaniem u kogoś na cały etat i pisałem na Komórkomanii, moją „stałą serią” było opisywanie nowości tajwańskiej firmy. Piszę to nieco prześmiewczo, ponieważ HTC potrafiło pokazać globalnie (na różnych rynkach) nawet koło 10 smartfonów, które mogły uchodzić za flagowe. Za każdym razem wymyślałem całkiem nowy tekst, ale gdybym spore fragmenty po prostu skopiował to chyba nikt by się nie przyczepił. Producent najzwyczajniej zmieniał jedynie jakąś drobnostkę, a cała reszta była taka sama.  Ogólnie ten okres dla Tajwańczyków raczej nie był zbyt udany, co w końcu zauważyli. Trochę im to co prawda zajęło, ale dziś nie chciałbym ich krytykować, ponieważ…

Jestem pod tym względem taki sam jak HTC!

Jeśli chodzi o blogowanie to po cichu śmiałem się z tej firmy, a sam również wypuszczałem do sieci hurtowe ilości tekstów. Mogłem puszczać ich mniej – i bardziej je dopieszczać – ale uważałem, że tworząc nawet po 3-4 wpisy dziennie, zawsze trafię w czyjś gust.

Dokładnie tak samo robili Tajwańczycy, ale na szczęście odchodzą od tej idei i właśnie dlatego najnowszy flagowiec nazywa się U12+, chociaż na rynek nie trafił żaden U12. Ma to pokazać, że jest to produkt dopracowany pod każdym względem i na ten rok nie będzie można zaprezentować już niczego wyraźnie lepszego.

Ma to sens!

Szczególnie, że rzeczywiście ciężko się do czegoś przyczepić w HTC U12+. Snapdragon 845, 6 GB pamięci RAM, 64/128 GB pamięci wbudowanej, dwa podwójne aparaty (106 pkt w DXOMark za foto, ogólnie 103 pkt), 3500 mAh bateria czy też IP68 to bezwzględnie topowe podzespoły. No dobra, mi nie będzie leżeć 6-calowy panel Super LCD ze wsparciem HDR10 o rozdzielczości 2880 x 1440 pikseli (i bez notcha!), bo za duży, ale większość będzie zadowolona. Jak możecie zobaczyć na zdjęciach, warianty kolorystyczne są trzy i każdy z nich prezentuje się ciekawie. Sam nie wiem czy bardziej podobają mi się półprzeźroczyste plecki czy może ten czerwono-złota wersja.

Poza tym Tajwańczycy nie zapomnieli o Edge Sense (aktualnie w wersji 2, czyli mocno udoskonalonej), tzn. ramce reagującej na dotyk. Co ciekawe, teraz przyciski na obudowie nie są wciskane, ale również działają na zasadzie ultradźwięków. Oczywiście jest rozpoznawanie twarzy (na szczęście czytnika linii papilarnych się nie pozbyto) i dodano durne nakładki na twarz przy selfie, ale cóż, liczę się z tym, że nie można już od tego uciec. Audio też ma mocno dawać radę, ale niestety nie przez mini jacka, którego brak.

Zaskoczeniem nie jest cena, która wynosi 3499 złotych. Miłym dodatkiem jest Kindle Paperwhite 3 w przedsprzedaży.

HTC ma plan, mam i ja!

Tajwańczycy zdają się w końcu mieć plan i patrząc na U12+ prezentuje się on całkiem ciekawie (już U11 dawał radę, a teraz jest po prostu lepiej). Oczywiście zobaczymy jak poradzą sobie marketingowo, ale o tym możemy porozmawiać sobie w najbliższych tygodniach.

Na razie istotne jest to, że skoro HTC się podniosło, to chyba ja też muszę. W sumie jakieś plany też już mam, więc pozostaje mi życzyć zarówno Tajwańczykom, jak i sobie powodzenia w ich realizacji.


Źródło: komorkomania.pl 

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

Next Post