SzklanySamuraj.pl

Zastanawialiście się kiedyś jak zmieniały się smartfony? Cały czas to robią na naszych oczach, ale czy wszystkie ze zmian są dla nas dobre?


Autorem tekstu jest Konrad Wawrosz


Nie napiszę nic, czego nie wiecie, ale spróbuję przytoczyć kilka przykładów i rzucić inne spojrzenie na całokształt. Daleki jestem od faworyzowania któregokolwiek z producentów smartfonów. Niektórzy wiedzą, że jestem fanem marki Sony, ale z całą pewnością, każda z firm ma coś wyjątkowego. Niestety nie da się ukryć, że ostatnimi czasy (a dokładniej przez kilka ostatnich lat) niemal wszystkie urządzenia mobilne są coraz bardziej (czasem, aż za bardzo) do siebie podobne. Ogrom konkurencji sprawia, że ciężko być oryginalnym.

Była moda na fugi antenowe – wiadomo skąd się to wzięło – i nie minęło dużo czasu, kiedy prawie u całej konkurencji się pojawiły. Miało to swoich zwolenników i przeciwników… jak zresztą wszystko co dziś opiszę.

Podobnie jest z usunięciem wejścia słuchawkowego jack 3,5 mm. Stało się to również dzięki temu, że technologia bluetooth zrobiła duży postęp i jest w stanie wysłać niemal bezstratnie sygnał dźwiękowy na słuchawki, głośniki bezprzewodowe, a nawet kina domowe.

Moim zdaniem jest to jak najbardziej dobre posunięcie, taka jest po prostu przyszłość.

Trzeba jednak trochę czasu, żeby się do tego przyzwyczaić i nawet mi (melomanowi, który ma kilka drogich słuchawek) było się ciężko z tym pogodzić. Jestem jednak przekonany, że ludzie o tym zapomną, tak jak zrobili z wymiennymi bateriami w smartfonach. Dla wielu był to koniec technologicznego świata… a dziś większość nie ma z tym problemu.

Kolejną rewolucją, bądź ewolucją niezrozumiałą nawet dla mnie jest moda na „notche” (małe brzydkie wycięcia u góry ekranu). Żeby to miało jeszcze jakąś funkcje? Próbuję zrozumieć co nam daje te kilka milimetrów ekranu po jednej i drugiej stronie wycięcia, ale chyba potrzebuję jeszcze trochę czasu, żeby to pojąć. To rozwiązanie jest nagminnie kopiowane prawie przez wszystkich producentów, za wyjątkiem Sony, Samsunga, Motoroli, czyli dosłownie garstki.

Jakiś czas temu przyszła mi do głowy myśl – a co gdyby tak usunąć port do ładowania? Po co nam on skoro, większość producentów posiada indukcyjne ładowanie? Przesyłanie danych do i z komputera już prawie umarło, a zastępują je dyski w chmurze, oraz takie platformy jak „Google Zdjęcia”. Dzięki nim mamy możliwość przechowywania nieskończonej ilości fotografii oraz filmów w dobrej jakości i to zaraz po ich wykonaniu. Nie potrzeba do tego żadnego kabla USB. Aktualizacje również nie wymagają podłączania się do komputera, wszystko idzie drogą bezprzewodową OTA (On The Air).

Ładowarki samochodowe? Już dawno na rynku istnieją rozwiązania indukcyjne. No dobrze, a jeśli ktoś zapyta: jak naładować smartfon np. w pracy, na wyjeździe, szkole, czy w restauracji bez kabla i wejścia sieciowego? A może by tak powerbank z możliwością ładowania indukcyjnego? Można by zabrać ze sobą małą kostkę przypominająca wielkością smartfona (wrzucasz do plecaka, torebki czy też kieszeni) o pojemności (strzelam) 6 000 lub 10 000 mAh, a wystarczyłoby to średnio na 3 pełne cykle ładowania!

Już teraz jesteśmy w stanie to osiągnąć i wcale bym się nie zdziwił, gdyby któryś z producentów w niedalekiej przyszłości wykonał taki krok. Chciałbym jednak, by to nie był ten sam, który nie tyle zapoczątkował co wypromował odejście złącza słuchawkowego i wycięcia w ekranie. Chyba wiecie o kim mówię, prawda?

Zmian było dużo, a wiele więcej jeszcze przed nami. Wszakże smartfony to komputery kieszonkowe, które zawsze mamy przy sobie. Gdziekolwiek byśmy się nie udali, one cały czas nam towarzyszą i będą udoskonalone niekoniecznie po naszej myśli.

A Wy co myślicie o usunięciu portu do ładowania? Czy smartfony rozwijają się w dobrym kierunku?


Autorem tekstu jest Konrad Wawrosz

Entuzjasta nowych technologii, internetu i smartfonów, oraz wszystkiego co z nimi związane. Na co dzień uzależniony od muzyki, z wyboru szczęśliwy użytkownik smartfonu Sony Xperia.


Zdjęcie: Steve Johnson (Unsplash)

Next Post