SamurajMedia.pl

Już lata temu aparat oraz duża ilość aplikacji to były elementy, które zachęcały do kupna nowego telefonu. Mam tak teraz i miałem tak kupując Sony Ericssona T610.

Pisałem Wam ostatnio, że moim pierwszym telefonem była Motorola C350, którą na początku pokochałem, ale szybko zmieniłem obiekt uczuć. Stał się nim niepozorny telefony spółki Sony Ericcson o nazwie T610. Zobaczyłem ten telefon u znajomego i niemal z miejsca stwierdziłem, że to jest coś dla mnie. Aparat w tym modelu był GENIALNY! Zdjęcia były realistyczne, a ich jakość wprawiała w osłupienie. Nie mówię tego z żadnym sarkazmem, ponieważ wtedy tak właśnie myślałem.

Dlatego plan był prosty, muszę go mieć! Zbliżały się akurat święta, więc czas był idealny, żeby poprosić rodziców o nowy telefon, który przecież był tak genialny, że wystarczy mi na lata. Jak dobrze pamiętam kosztował mnie on 400 złotych i kupiłem wtedy używany model z komisu. Jak na tamte czasy była to dla mnie góra pieniędzy, ale wiedziałem, że ten model jest tego wart. Pojechałem do Poznania, kupiłem i wróciłem. Szał ciał, coco jumbo i cholera wie co jeszcze wtedy myślałem.

SE T610 był po prostu genialny, a jedną z najważniejszych rzeczy były dostępne aplikacje i gry. W tamtych czasach można było je ściągnąć po prostu z sieci (tak wiem, że to było nielegalne, ale wtedy o tym nie miałem pojęcia) lub wysłać smsa, które znajdowały się w kolorowych gazetach. Gier było tak dużo, że nigdy mi się nie nudziły, ale to nadal nie wszystko. Dzwonki w końcu brzmiały tak jak powinny, polifonia pełną gębą! A jeśli to nie wystarczało to nagrany dyktafonem utwór z radia robił robotę. Zwieńczeniem dzieła były liczne motywy, przez co mój telefon codziennie mógł wyglądać inaczej.

Muszę przyznać, że na tamte czasy to był genialny telefon, ale patrząc na niego teraz najważniejsze dla mnie są dwie rzeczy. Pierwszą jest to, że sam go wybrałem. Pewnie wtedy nie wiedziałem jeszcze jak wygląda dokładnie rynek i czy to jest najlepszy wybór, ale on był mój. Ja go chciałem i ja go kupiłem. Sądzę, że świadomy wybór telefonu był bardzo ważny elementem układanki, która nazywa się „Konrad Błaszak, Kondux – bloger technologiczny”. Niby nic ważnego, a teraz to w dużym stopniu definiuje moje aktualne życie.

A na samym końcu nie mógłbym zapomnieć o jeszcze jeden bardzo ważnej rzeczy, jaką jest sympatia do Sony Ericssona, a potem do Sony. Bez T610 nie byłoby na pewno tego bloga oraz następnych telefonów z zielonym logiem jakie mam w swojej kolekcji. To znowu niby niewiele, ale dla mnie znaczy dość sporo. Nie wiem czy gdybym wtedy wybrał Nokię lub coś innego to nie pisałbym teraz zupełnie innego bloga lub co gorsza w ogóle bym nie tworzył. Pojęcia nie mam, ale nie żałuję tej decyzji i mam nadzieję, że Wam ona również przypadła do gustu.

A Wy mieliście jakiegoś SE w swojej kolekcji?

Bloguję od kilku lat, a po licznych perypetiach i dziesiątkach blogów zostałem Szklanym Samurajem. Piszę tu głównie o smartfonach, ale i inne technologiczne tematy nie są mi straszne.

View Comments

  • ..

    Author Odpowiedz

    K750


  • Nie trafione 😉 Akurat k750i nigdy nie miałem 😉
    Inne propozycję?


  • Pamiętam, jak bardzo zazdrościłem go jednemu kolegów. Kiedy on miał Sony Ericssona T610, ja miałem w tamtym czasie Sony Ericssona T230. Jak ja mu zazdrościłem aparatu, bluetooth i podczerwieni… Potem zaspokoiłem swoje poczucie technologicznego zacofania, dostając na gwiazdkę Siemensa C75, który godnie mi służył i był zacnym telefonem 🙂


    • T610 to była klasa sama w sobie 😀

      Tego modelu nie miał chyba nikt z moich znajomych, bo go nie pamiętam, ale wygląda godnie 😉


Next Post