W świecie technologii to MY jesteśmy słabym ogniwem!

W świecie technologii to MY jesteśmy słabym ogniwem!

Z racji, że jestem blogerem technologicznym, sprawdzam sporo nowych telefonów i muszę przyznać, że coraz częściej to ja jestem ich słabym ogniwem. 

Coraz częściej zdarza się, że korzystam z dwóch smartfonów jednocześnie. Lubię taką sytuację, ponieważ mam w nich karty SIM różnych operatorów, przez co problemy jednego kompletnie mnie nie interesują. Poza tym mogę na bieżąco sprawdzać czy jeden działa lepiej niż drugi i co dla mnie bardzo istotne, jestem w stanie strzelać takie same fotki, dzięki czemu mam szybkie porównanie, która firma lepiej sobie radzi. Nie jest to jednak tekst o zaletach korzystania z dwóch urządzeń, a raczej o brakach…

…i to moich brakach

Kilka dni temu, musiałem wyłączyć telefon z moją główną kartą. Niby nic strasznego, ale nie wiedzieć czemu, zapomniałem PIN-u. Dziesiątki razy już zmieniałem kartę SIM i nigdy mi się to nie zdarzyło, ale tym razem dostałem nagłego zaniku pamięci. Musiałem pisać do rodziny, ponieważ to tam leżą opakowania od operatora i w końcu udało mi się odblokować telefon. Oczywiście musiałem używać już kodu PUK, ponieważ cały czas wierzyłem, że coś tam jeszcze mam w głowie. Pomyliłem się.

Nie zdarza mi się to często, ale już kiedyś miałem taką sytuację z kartą płatniczą. Na szczęście PIN można zmienić przez swoje konto bankowe, ale tylko używając komputera. Dobrze, że akurat miałem go przy sobie, ponieważ sam – przez własne roztargnienie, żeby nie mówić głupotę – zablokowałbym sobie dostęp do pieniędzy.

Technologia jest coraz bezpieczniejsza!

Zabezpieczenia w smartfonach nadal są do przeskoczenia, ale trzeba się już przy tym nieźle napocić. Przeciętny użytkownik nie włamie się innego do telefonu tak z marszu. Ba, nie włamie się raczej wcale, ponieważ do tego potrzebne są albo odpowiednie aplikacje, albo sporo wiedzy, albo wcześniejsza obserwacja danej osoby.

Z hasłami również jest dobrze, ponieważ smartfon/komputer może je wszystkie zapamiętać i nie musimy się o to martwić. Z drugiej strony, jeśli chcemy mieć odrobinę więcej bezpieczeństwa, w wielu usługach możemy uruchomić weryfikację dwuetapową i potencjalny „włamywacz” będzie potrzebować jeszcze naszego numeru telefonu. Oczywiście pewnie da się to obejść, ale to już wyższa szkoła jazdy.

No dobra, a co jeśli ktoś jednak wejdzie sobie na nasze konto? W przypadku Gmaila, od razu dostajemy powiadomienie o tym fakcie i zdalnie możemy zablokować komuś dostęp. Telefon też możemy wyłączyć z poziomu komputera, a jeśli to nam nie wystarcza to skasowanie wszystkie również nie jest problemem. Namierzyć też go damy radę, więc jesteśmy w stanie nawet zobaczyć, gdzie złodziej mieszka.

To MY stajemy się słabym ogniwem!

Tak, to ja i Ty jesteśmy ogniwami, które najczęściej i najłatwiej mogą zawieźć w walce o bezpieczeństwo. To my zapominamy haseł, zapisujemy je sobie w specjalnych plikach lub na kartkach (sic!) czy też nieświadomie podajemy je innym. Często naszą winą jest, że ktoś uzyskał dostęp do naszego sprzętu, ponieważ wchodzimy w linki z maila od książąt nigeryjskich, którzy tak z niczego zostawili nam miliony dolarów. No i wreszcie, to często my zalewamy się na tyle mocno, żeby nie mieć oporów przed wyjawieniem swoich prywatnych danych, dzięki którym można nas zhackować.

To niestety my jesteśmy słabym ogniwem, a to się będzie jeszcze pogłębiać.

Ja musiałem zmienić sobie PIN na prostszy, zgadniecie jaki?


Zdjęcie: TheDigitalWay