Zdjąłem z ręki smartwacha… i zaczęło mi go brakować!

Zdjąłem z ręki smartwacha… i zaczęło mi go brakować!

Przed długi czas sądziłem, że smartwatche to jedynie gadżety, a nie urządzenia, które rzeczywiście mogą być przydatne. Ostatnio odłożyłem swojego na półkę… i zaczęło mi go brakować. Już wiem, że miał sens!

W zeszłym roku testowałem zegarek Moto 360, który okazał się ciekawym gadżetem, ale nadal jedynie gadżetem. Polubiłem się z tą Motką, ale czułem, że zdania o smartwatchach specjalnie nie zmieniłem. Mimo tego kilka miesięcy później kupiłem sobie swój inteligentny czasomierz – Sony Smartwatch 3 SWR50. Część z Was będzie się pewnie teraz zastanawiać czemu to zrobiłem, skoro nie byłem przekonany do takich produktów.

Otóż… dostałem go w BARDZO dobrej cenie! Heh, wyszła ze mnie polskość oraz mocno zakorzeniony konsumpcjonizm, który obudził się ponieważ do wykorzystania miałem bon na 200 lub 250 złotych. Dzięki temu nie musiałem się specjalnie wykosztowywać, więc uznałem, że będzie to dobry prezent dla samego siebie. A jeśli prędzej czy później trafi do szafy, to nie będzie mi aż tak szkoda.

No cóż, tak się właśnie stało

Zegarek na początku nosiłem jak szalony, ale dość szybko mój zapał opadł. Niedługo później wrzuciłem go do szafki i tam sobie spokojnie leżał przez nikogo nie nękany. Pewnie przypomniałbym sobie o nim jakoś przypadkiem przy robieniu większych porządków, ale przeprowadzałem się i oczywiście spakowałem go razem z innymi rzeczami, a ostatnio rzucił mi się w oczy.

Stwierdziłem, że dam mu drugą szansę, szczególnie że kupiłem nowy telefon i będzie to świetnie się zgrywać. Sparowałem sobie wszystko, poustawiałem co trzeba i zacząłem działać.

Na początku bez większego przekonania, o fajny bajer i tyle. Potem trochę odważniej, a teraz gdy go ściągnąłem (bo testuję inny telefon i nie chciało mi się go parować na nowo; tak wiem, lenistwo poziom ekspert)…

Zaczęło mi go brakować!

Nie sądziłem, że kiedyś to powiem, ponieważ nigdy nie byłem fanem smartwatchy, ale mój zegarek okazał się całkiem przydatny. Jego największą zaletą, której wcześniej nie dostrzegłem jest powiadamianie o połączeniach przychodzących. W pracy telefon mam wyciszony i często zapomnę to zmienić w domu. Dlatego przez większość czasu dźwięk mam wyłączony, co powoduje, że regularnie zdarza mi się przeoczyć jakieś SMS-y czy połączenia. Niby nic strasznego, ale z drugiej strony, czasem jednak może to okazać się bardzo ważne. Zegarek pod tym względem ratuje mi skórę, ponieważ zaczyna wibrować gdy ktoś dzwoni i wtedy nawet wyciszony dzwonek nie jest przeszkodą.

Poza tym, czy to w domu, czy w pracy, nie zawsze telefon mam „koło tyłka” i nie chcę mi się co chwilę latać do niego sprawdzać czy ktoś nie napisał. Smartwatch świetnie się sprawdza w tej roli, ponieważ rzucam tylko okiem, oceniam czy warto iść to smartfona, a jeśli nie to po prostu odrzucam powiadomienie i mam spokój.

A, sprawdzam też na nim godzinę, ale to chyba najmniej ważna z funkcji. Często nawet odruchowo sięgam po telefon, zamiast rzucić na niego okiem.

Tak, czas pracy to nadal porażka!

Smartwatche nie miały dla mnie sensu głównie przez swój czas pracy, który wynosił +/- 1 dzień. Tak, smartfon też tyle działa, ale jesteśmy przyzwyczajeni, że czasomierze pracują miesiącami, więc tutaj trzeba zmienić wyrobione przez lata nawyki, co może nie być takie proste. Ja jakoś sobie z tym radzę, chociaż nie ukrywam, że chętnie kupiłbym produkt, który na jednym ładowaniu trzymałby kilka tygodni. Może przekonam się do hybryd, jak Runtastic Moment Elite, ale cały czas się nad tym zastanawiam. Na razie cieszę się, że mi SWR50 działa przeważnie 2 dni.

Podsumowując, muszę przyznać, że inteligentne zegarki nie są i jeszcze przez długi czas nie będę tak ważnym urządzeniem jak smartfony, ale widzę w nich sens i co gorsza, zastanawiam się czy nie kupić sobie czegoś nowego. Na moje szczęście na razie nie widzę specjalnie niczego dla siebie (albo tanie tandety albo bardzo drogie zegarki) i pewnie to szybko się nie zmieni, ale kto wie?