Meizu Pro 7 i Pro 7 Plus to cholernie intrygujące smartfony, ale czy sensowne?

Meizu Pro 7 i Pro 7 Plus to cholernie intrygujące smartfony, ale czy sensowne?

Smartfonów na rynku pojawia się dość sporo, ale większość z nich niespecjalnie wyróżnia się wśród konkurencji. Zupełnie inaczej jest z dwiema nowościami Meizu: Pro 7 i Pro 7 Plus.

Nieczęsto piszę o Meizu, ponieważ oficjalnie nie ma tej firmy w naszym kraju. Co prawda były jakieś próby jej wprowadzenia, ale jak widać plan szybko upadł. Szkoda, ponieważ będąc w Chinach mocno zastanawiałem się na zakupem któregoś z modeli. Gdybym nie był wtedy biednym studentem to pewnie bym się na któryś skusił, ponieważ w Azji są i salony tej marki i można trochę o nich porozmawiać no i oczywiście ceny są wyjątkowo kuszące. Możliwe, że gdybym teraz siedział w Państwie Środka, wybrałbym model Pro 7, którego specyfikacja jest następująca:

  • 5,2-calowy ekran SuperAMOLED o rozdzielczości FullHD (1920 x 1080 pikseli);
  • 1,9-calowy ekran SuperAMOLED na tyle o rozdzielczości 536 x 240 pikseli;
  • Mediatek Helio P25 (8 rdzeni) lub Helio X30 (10 rdzeni);
  • układ graficzny ARM Mali-T880 MP2 lub PowerVR 7XTP-MT4;
  • 4 GB pamięci RAM;
  • 64/128 GB pamięci wbudowanej + slot na kartę MicroSD;
  • podwójny, 12-megapikselowy aparat główny z detekcją fazy, podwójną diodą LED i przesłoną o jasności f/2.0;
  • 16 Mpix na przednim panelu z światłem f/2.0;
  • łączność 4G LTE;
  • USB typu C;
  • Dual SIM;
  • czytnik linii papilarnych;
  • układ audio Cirrus Logic CS43130;
  • bateria o pojemności 3000 mAh + szybkie ładowanie mCharge 3.0;
  • Androida 7.0 Nougat.

Mógłbym co prawda zdecydować się na wersję Pro 7 Plus, ale ona jest dla mnie nieco za duża (poniżej możecie przeczytać różnice względem Pro 7):

  • 5,7-calowy ekran SuperAMOLED o rozdzielczości QHD (2560 x 1440 pikseli);
  • Mediatek Helio X30 (10 rdzeni);
  • układ graficzny PowerVR 7XTP-MT4;
  • 6 GB pamięci RAM;
  • 64/128 GB pamięci wbudowanej + slot na kartę MicroSD;
  • bateria o pojemności 3500 mAh + szybkie ładowanie mCharge 4.0.

Meizu bez wątpienia umie robić dobre smartfony…

… i ciężko się z tym sprzeczać patrząc na powyższe specyfikacje. Bez problemu mógłbym stworzyć tekst pełen zachwytów, rozwodzący się nad każdym szczegółem, ale wydaje mi się, że to nie ma sensu. Z elementów, które warto wyszczególnić są aparaty (2 x Sony IMX386, jeden kolorowy, drugi czarno-biały), procesor Helio X30 (po raz pierwszy użyty w smartfonie, 10 rdzeni!) oraz mCharge 4.0 w wariancie z Plusem (od 0 do ok. 67 procent w około 30 minut). No i ceny, nad nimi również trzeba się pochylić:

  • Pro 7 z Helio P25 — 2880 yuanów (ok. 1560 złotych);
  • Pro 7 z Helio X30 — 3380 yuanów (ok. 1830 złotych);
  • Pro 7 Plus z 64 GB — 3580 yuanów (ok. 1940 złotych);
  • Pro 7 Plus z 128 GB – 4080 yuanów (ok. 2200 złotych).

Na papierze wszystko prezentuje się co najmniej dobrze (zarówno kwoty, jak i podzespoły), ale ja chciałbym skupić się na jednym elemencie.

Drugim ekranie… z tyłu obudowy!

Ten 1,9-calowy panel wykonany w technologii SuperAMOLED wyświetla obraz o rozdzielczości 536 x 240 pikseli i jest umieszczony na pleckach urządzenia. Dzięki niemu można chociażby sterować muzyką, przeglądać powiadomienia czy też mieć podgląd na robione selfie (tylnymi aparatami). Mówiąc uczciwie, nie wiem czy takie rozwiązanie sprawdzałoby się w codziennym użytkowaniu, ale jestem tego cholernie ciekawy!

Sam codziennie spoglądam na telefon niezliczoną ilość razy. Jeśli mam akurat Samsunga lub Motorolę i mogę podejrzeć na zablokowanym ekranie czy mam jakieś powiadomienia, to sprawa jest łatwiejsza. W innym przypadku muszę go odblokować, zobaczyć czy coś przyszło i dopiero wtedy chowam go do kieszeni (lub otwieram jeśli to coś ciekawego). Dodatkowy ekran na pleckach sprawiłby – przynajmniej w teorii – że nie musiałbym za każdym razem go odblokowywać, przez co bateria byłaby mi bardzo wdzięczna. To jest dla mnie takie rozwinięcie idei proponowanych przez wyżej wymienionych producentów.

Z drugiej strony, czy chciałbym oglądać tył telefon? Czy mógłbym się do tego przyzwyczaić? Czy byłoby po pewnym czasie naturalne, a może nawet po kilku miesiącach bardziej by denerwowało, zamiast pomagać? Cholera, muszę przyznać, że nie wiem. Pomysł wydaje się ciekawy, nieco podobny do tego z YotaPhone’ów (tylko tam na tyle był panel E-Ink, co ma swoje plusy i minusy), ale jednak w Meizu dostajemy na pleckach pełnoprawne wyświetlacze. Zapewne internetowi specjaliści lub sama firma sprawią, że ekran ten będzie mógł działać dokładnie tak samo jak główny. Z jednej strony, brzmi to irracjonalnie, z drugiej może być zbawienne, gdy chcemy wydłużyć działanie naszego telefonu. Wybranie numer do konkretnej osoby, zobaczenie godziny czy przypomnienia nie wydaje się karkołomną czynnością nawet na tak małym panelu.

Więcej pytań niż odpowiedzi

Meizu pokazało niezwykle interesujący telefon, ale nie wiem czy miałby on sens. Możliwe, że jest to dodatek, którym bym się zakochał, a może po tygodniu szukałbym, gdzie go wyłączyć na stałe. Jedno za to jest pewne, dobrze że Chińczycy kombinują. Tylko dzięki takim ruchom ten rynek może się rozwijać.

W końcu, kiedyś nie wyobrażałem sobie korzystania z dotykowego ekranu…


Źródło: Meizu via Komórkomania