Kupujemy, chociaż nie potrzebujemy. Kupujemy, bo jest promocja…

Kupujemy, chociaż nie potrzebujemy. Kupujemy, bo jest promocja…

Wchodzę na konto i widzę ciągi cyfr, które potrafią wzbudzić podziw. Szkoda tylko, że to numer rachunku, a pieniądze nie wyglądają już tak okazale. Mimo tego wydaje je na pierdoły… tylko dlatego, że są w promocji.

Od kilkunastu dni jestem posiadaczem przenośnego głośnika Bluetooth. W sumie skorzystałem z niego kilka razy i do tej pory nie okazał się zbyt przydatny, ale kupiłem go, ponieważ…

Był w promocji!

Trochę się teraz tego wstydzę, ale swój zakup tłumaczę faktem, że zbliżają się wakacje, a kiedy jest lepszy czas na używanie takich sprzętów. Tylko ja, coś zimnego do picia, no i w tle lecąca muzyka z moich ulubionych playlist Spotify. Jeśli dodać do tego znajomych oraz grilla, to wtedy taki zakup wydaje się biznesem życia, dzięki któremu będę królem każdej plażowej imprezy. Tak przestawiając sprawę, nie uważam, że wydanie nieco ponad 100 złotych na sprzęt nieznanej mi marki Nyne było błędem. Mimo, że firma jest mi całkowicie obca, to głośnik gra na tyle dobrze, że było warto.

Tylko czy kupiłem to, ponieważ potrzebowałem tego sprzętu, czy po prostu poleciałem na promocję?

Cóż, wydaje mi się, że druga opcja ma więcej wspólnego z prawdą. Głośnik ten kosztował nominalnie ponad 400 złotych, więc stówka to prawie jak za darmo, szczególnie że jakościowo jest lepiej niż dobrze. To oczywiście nie jedyna taka sytuacja, ponieważ ostatnio bliski byłem kupienia kolejnego telefonu!

Znajomy, który obecnie szuka czegoś dla siebie, ustalił sobie dość niski budżet na poziomie 500 złotych. Zapewne zgodzicie się ze mną, że za takie pieniądze raczej ciężko znaleźć smartfona, który bezproblemowo i w miarę wydajnie popracuje przez 2 lata. Tak mu właśnie mówiłem, gdy wysłał mi on link do jednego z dużych marketów elektronicznych, gdzie można kupić Xperię Z3 za… 400 złotych!

Nie myśląc wiele, chwyciłem za słuchawkę i zadzwoniłem do sklepu, żeby dowiedzieć się nieco więcej. Nie jest to może najnowszy sprzęt, ale za takie pieniądze grzech byłoby nie wziąć. Już układałem sobie plany, co zrobię z tą zdobyczą, gdy dowiedziałem się, że musiałbym po nią jechać co najmniej 200 kilometrów (ostatnie sztuki w wybranych sklepach), a to i tak jest towar z ekspozycji. Nawet jeśli na początku wszystko będzie z nią w porządku, to bateria i ekran przez miesiące ciągłego włączenia (jak nie lata) dostały BARDZO mocno w kość. No cóż, nie byłaby to najlepsza inwestycja.

Widząc promocję, wariujemy!

Trochę to przerażające, ale jesteśmy pokoleniem pochłoniętym przez konsumpcjonizm. Świetnie widać to w Chinach, gdzie ludzie kupują co roku nowe iPhone’y, chociaż ich na to nie stać. Czemu to robią? Ponieważ tak podnoszą swój status społeczny (nie żartuję!). W Polsce wcale nie jest lepiej, sam znam sporo osób z telefonami za ich 2-3 pensje, które spłacane są latami. Zaznaczę tylko jedno, ja w żadnym przypadku nie chcę krytykować takiego postępowania, jest to dla mnie po prostu nieco straszne.

Najtrafniejszą definicją takiej postawy jest moim zdaniem powiedzenie: Kupujemy rzeczy, których nie potrzebujemy, za pieniądze których nie mamy.

Ja się staram z tym walczyć, ale… czasem ponoszę porażkę. Wy macie podobnie czy może umiecie oprzeć się kuszącym ofertom specjalnym?


Zdjęcie: NeONBRAND