Chłopak w kraciastej koszuli…

Chłopak w kraciastej koszuli…

Każdy chłopak w kraciastej koszuli na imprezie jest taki sam. On nie przychodzi do klubu się bawić, on przychodzi z nadzieją na lepsze jutro.

 – Ile można siedzieć przed monitorem i klepać kolejne litery? – Pomyślałem kilka dni temu. Los chyba mnie posłuchał, ponieważ po chwili odebrałem telefon z pytaniem, czy nie wybrałbym się do miasta na jakąś herbatkę i może dodatkowo przy okazji zaliczyłoby się też jakąś potańcówkę. Skoro przeznaczenie uknuło sobie taki plan, kim jestem, żeby z tym walczyć? Zamknąłem szybko wszystko co tworzyłem, zrobiłem się na bóstwo i ruszyłem przed siebie ubrany nawet lepiej niż na mojej stylizacji.

Dotarcie do miejsca przeznaczenia nie było ani specjalnie pasjonujące, ani specjalnie trudne, dlatego nie ma sensu go opisywać. Podobnie jak hamburgera i porcji frytek, które jakimś cudem wylądowały na moim talerzu, gdy znalazłem się w jednym barze. Cały czas nie wiem jak to się stało, ale ponownie zrzucam winę na los. Ktoś przecież musi być winny, a jako typowy Polak po prostu nie lubię ponosić odpowiedzialności za swoje czyny, więc tak. To wszystko wina przeznaczenia.

Potem na szczęście nic mi już nie przeszkadzało i wszedłem do klubu. Od czasów, gdy regularnie uczęszczałem do takich przybytków weekendowego relaksu (lub dla niektórych upodlenia) i nieskładnie machałem wszystkimi odnóżami nazywając to tańcem zmieniło się wiele, ale jeden element wystroju pozostał taki sam.

Chłopaki w kraciastych koszulach

Nie wiem jak często chodzicie do klubów, ale zarówno 10 lat temu, jak i w zeszły weekend byli oni integralnym elementem wystroju klubu. Na każdej imprezie jest kilka typów osób, które pojawiają się zawsze i oni są jednym z nich. Z racji tego, że tylko raz zaczepiły mnie jakieś  dziewczyny – które na dodatek pytały gdzie jest wyjście – a ja jestem zbyt nieśmiały, żeby samemu do nich zagadywać, miałem sporo czasu na obserwację czy oprócz stroju zostało również takie samo nastawienie. Tak jak sądziłem, nic się nie zmieniło.

Faceci, którzy założyli koszulę w kratę dają jasno do zrozumienia, że na co dzień to koszulka jest szczytem elegancji, a wyjątkiem są tylko smutne okazje, jak początek roku szkolnego, pogrzeb czy ślub kolegi. Obserwując tych wszystkich chłopaków w klubie (patrzyłem też na dziewczyny, spokojnie!) zauważyłem, że mają oni tylko jeden cel, oni tam przyszli po dziewczynę, na chwilę lub na zawsze. Nie mówię, że to jest złe, ale najczęściej nie mają oni niczego innego przed oczami. Obserwowanie ich bywa całkiem zabawne, ponieważ wśród tej grupy są zarówno nieśmiałe fajtłapy czekające, aż któraś do nich zagada (pozdrawiam!), jak i klasowe przystojniaki wyrywające wszystko co się rusza, nie waży więcej od nich i nie ma zarostu.

W przerwach między podpieraniem ścian, a udawaniem, że na kogoś czekam moje obserwacje przysporzyły mi sporo radości. Schemat działania zawsze był ten sam. Najpierw trzeba stanąć koło parkietu i szybko omieść go wzrokiem wyłapując co ciekawsze „cele”, potem szybka analiza w bazie wypadowej – czyli 2 metry dalej razem z innymi kumplami – a po tym to już tylko zebranie się na odwagę i ruszenie na łowy. Wielu z Was pewnie kiedyś też tak zrobiło i ja nie jestem wyjątkiem, więc w żadnym przypadku nie naśmiewam się z takiej strategii. Ona ma w sobie dużo typowo chłopięcej brawury oraz odrobinę ułańskiej fantazji, ale gdy ogląda się ją z boku to może dostarczyć niemałej rozrywki. Najważniejsze w tym wszystkim jest to, że…

Koszula w kratę już od lat oznacza nadzieję

Serio! Jeśli miałbym ocenić grupę ludzi w klubach, którzy mają największe nadzieję, że coś zmieni się w ich życiu, byliby to bez wątpienia faceci w kraciastych koszulach. Oni zakładając ją chcą wszystkim pokazać, że mają nadzieję i będą o nią walczyć do utraty tchu. A przynajmniej, aż nie skończy im się odwaga lub pieniądze…

Sami zobaczcie na następnej imprezie czy to tak właśnie nie wygląda. No chyba, że też nosicie koszule w kratę. Ja kiedyś nosiłem.


Zdjęcie: Astarot

  • O tak. Jasne jeansy, białe (lub czarne) trampki, koszula w zielono-bioło-niebieską kratę i w dodatku z krótkim rękawem. Czasem, ale to już w skrajnej sytuacji może być biały t-shirt. Fryzura oczywiście „na jeża”. Pobudziłeś we mnie najczulsze uczucia, Konrad. <3 Ubawiłeś mnie tym kawłkiem: "(…)wyrywające wszystko co się rusza, nie waży więcej od nich i nie ma zarostu." – masz na myśli kobietę, tak? Nie wpadłbym na to 😛

    Tak zupełnie serio – żal mi takich ludzi. Nie abym chciał im jakoś pomagać, ale po prostu wyglądają i zachowują się…głupio. Tak, to jest najdelikatniejsze określenie. Zamiast szukać swojej drogi, swoich pasji i rozwiązań zdają się na głos tłumu, który woła "idź na imprezę, upij się i wyrwij laskę na jedną noc!". Moim zdaniem – to jest słabe i wyjątkowo próżne.

    Zatem, polecam Wam, nieśmiałym ludziom – róbcie cokolwiek i nie marnujcie czasu na upijaniu się i podpieraniu ściany. Są ciekawsze rzeczy do robienia.