Chcesz rzucić studia? Przeczytaj czemu ja to zrobiłem!

Chcesz rzucić studia? Przeczytaj czemu ja to zrobiłem!

Studia to świetny okres w życiu, ale może to równie dobrze być kilka lat katorgi. Ja mimo tego, że byłem już na finiszu to rzuciłem to w cholerę i nie żałuję. Chcesz wiedzieć czemu?

W ostatnich dniach jak bumerang powracał do mnie temat moich studiów. Jak może wiecie skończyłem licencjat, potem wyjechałem na dwa semestry do Chin, wróciłem i zacząłem magisterkę. Mogę śmiało powiedzieć, że nawet nie szło mi na niej tak źle, ponieważ egzaminy na pierwszym roku zdałem bez większych problemów, a i niemal cały drugi rok zaliczyłem za pierwszym razem. Tylko na jednym egzaminie powinęła mi się noga, no i chęć do pisania pracy nigdy nie nadeszła. Mogę śmiało powiedzieć, że ukończyłem magisterkę prawie w całości, ale zrezygnowałem.

Albo uczelnia zrezygnowała ze mnie, zależy jak na to spojrzeć. Ja zachowywałem się jak stereotypowy facet, który chce zerwać z drugą połówką, czyli unikałem kontaktu i starałem się, żebym to nie ja musiał rozpoczynać trudną rozmową. Skutecznie mi się to udawało przez dwa lata i w ciągu tego czasu nie byłem za zajęciach więcej niż 3 razy. Przestałem widzieć w tym sens, więc przestałem chodzić. Po takim czasie uczelnia chyba zrozumiała, że romansuję sobie na boku i nie jest już dla mnie najważniejsza, więc dostałem list, w którym ze mną zerwała (mogła to chociaż mi w twarz powiedzieć!). Stało się, ja i tak nie miałem zamiaru wracać, więc nawet nie płakałem. W sumie to nawet mnie w Polsce nie było, bo siedziałem wtedy na kolejnym stypendium w Chinach. Przechodząc do sedna.

Wiele osób dziwi mi się, że podjąłem taką decyzję i nie zdecydowałem się przemęczyć jeszcze trochę, żeby zdobyć papierek. Rozmawiałem o tym z dziesiątkami osób i takich, którzy mnie rozumieją mogę policzyć na palcach jednej ręki. Zdecydowana większość twierdzi, że jestem albo głupi albo leniwy albo nadaje się idealnie do obydwóch tych grup. Ja oczywiście się z tym nie zgadzam i znalazłem nawet kilka powodów dlaczego rzucenie studiów to nie jest taka tragedia, a czasem może to być świetna decyzja.

Papierek Ci nic nie da!

To jest argument, który słyszałem już tyle razy, że gdybym za każdym razem dostawał za to 5 złotych to już dawno na stadionie kupiłbym sobie ze dwie profesury. Mało jest zawodów, w których rzeczywiście papierek się liczy i bez niego nie mamy nawet szans na myślenie o danej pracy. Nie wiem jak genialny student medycyny, nie zostanie lekarzem bez niego. Może być co najwyżej znachorem w krajach, których nazwy nie umiem wymówić lub Radomiu, ale to tyle. Bez papierka powyżej tego poziomu nie podskoczy. Jest jeszcze kilka takich zawodów, jak chociażby nauczyciel uniwersytecki (np. chińskiego), ale ja nigdy nie chciałem nim zostać. Dlatego papierek nie jest mi do niczego potrzebny, a firmy patrzą na doświadczenie i rzeczywistą wiedzę, czyli w moim przypadku znajomość języka. To mogę sobie potwierdzić licznymi kursami i dyplomami ze stypendiów.

Tracisz tylko czas!

Macie czasem wrażenie, że przez palce przelatują Wam świetne okazje? Ja kilka razy miałem takie uczucie i cholera, nie chcę, żeby znów się pojawiło. Studia to z jednej strony ogromna szansa, ale w wielu przypadkach to może być strata czasu. Chcesz podróżować i zarabiać na życie pisząc bloga? To zacznij go pisać, a nie odkładasz wszystko na „po studiach”. Wiele osób idzie na studia, ponieważ jest to przedłużenie beztroskiego czasu, kiedy nadal nie trzeba być dorosłym na pełen etat. To takie bardziej zaawansowane liceum, tylko z tą różnicą, że więcej nam wolno, a jak nie przyjdziemy na wykład to wykładowcy będą mieli to gdzieś. Wiele osób zamiast robić to co kocha wegetuje przez kilka lat, żeby mieć te studia. Bo rodzina, bo przyjaciele, bo społeczeństwo…

Męczysz się!

Ostatni z powodów jest dla mnie najważniejszy i to on skłonił mnie do rzucenia studiów. Na początku chiński strasznie mnie kręcił, ale z czasem to uczucie przygasło. Na piątym roku uświadomiłem się, że studia nie sprawiają mi już żadnej przyjemności i nie widzę w tym swojej przyszłości. To było bardzo męcząco uczucie, ponieważ wiedziałem, że to co robię nie ma dla mnie sensu, ale nadal to robiłem. Uczyłem się, chociaż bardzo nie chciałem. Walczyłem sam ze sobą i pod koniec każdy nowy tekst do tłumaczenia to była katorga, którą przeklinałem pod nosem najwymyślniejszymi epitetami jakie tylko znałem po chińsku. Już wtedy wiedziałem, że nie chcę wiązać się zawodowo z chińskim. Nie potrzebowałem papierka i czułem, że tracę czas, co sprawiało, że męczyło mnie to psychicznie. A ja strasznie nie lubię robić czegoś, co nie ma dla mnie przyszłości. Dlatego zrezygnowałem.

A nie szkoda Ci dwóch straconych lat?

A kto powiedział, że były stracone? To pytanie słyszałem za każdym razem gdy z kimś o tym rozmawiałem, ZA KAŻDYM! Wszyscy wiedzieli lepiej ode mnie, że brak papierka to 2 stracone lata. Problemem jest to, że ja tego tak nie odbieram. W ciągu tych dwóch lat poznałem wiele ciekawych osób, nauczyłem się setek nieprzydatnych mi znaków, poznałem podstawy klasycznego chińskiego i przede wszystkim zrozumiałem czego nie chcę, a co chcę robić w życiu. Niektórym zrozumienie sensu ich istnienia zajmuje cały życie, więc ja jestem już dobrych kilkadziesiąt lat do przodu. I tak, taka błahostka jest dla mnie warta dwóch lat życia i cieszę się, że wybrałem studia. Trochę tylko żałuję, że nie podjąłem decyzji o rezygnacji nieco wcześniej.

Nareszcie udało mi się to wszystko raz i porządnie spisać. Teraz w każdej internetowej rozmowie będę mógł podrzucić drugiej stronie linka, zamiast pisać to wszystko raz jeszcze. Nie chcę żebyście odebrali ten tekst w sensie, że studia nic nie dają, są słabe i w ogóle to nie ma sensu na nie chodzić. Studiowanie ma bardzo dużo sensu, ale trzeba robić coś co się lubi i wiąże się z tym przyszłość. Studiowanie dla papierka nie ma żadnego sensu i przeważnie będziecie po tych 3-5 latach marudzić, że nie ma dla Was pracy w tym kraju. A to nie będzie wina rządu tylko tego, że poszliście na najłatwiejsze studia jakie znaleźliście, obijaliście się przez cały czas i tak naprawdę to nic konkretnego nie umiecie. Wasza bardzo wielka wina i niestety musicie sobie z tego zdać sprawę, najlepiej jeszcze przed wyborem studiów.

Jak się tylko wezmę to napiszę czemu studia, a w moim przypadku sinologia to był jeden z najlepszych wyborów w życiu. Plusów jest dziesiątki i najważniejsze postaram Wam się niedługo przedstawić. A tymczasem dajcie znać poniżej jak to u Was wyglądało ze studiami i czy macie podobne zdanie do mojego. Chętnie poczytam czemu Wy poszliście na studia lub czemu z nich zrezygnowaliście. Bo kto wie, może jeszcze kiedyś wrócę na uniwerek…


A jeśli wpis Ci się spodobał i chcesz być na bieżąco to zostaw lajka. Dzięki!


Zdjęcie: gratisography.com

  • Mi studia bardzo dużo dały, i były/ są potrzebne (w skrócie: Łódzka Szkoła Filmowa). Poza wiedzą i poznałam wielu ciekawych ludzi, otworzyły mi się oczy na wiele spraw. Ale zgadzam się z Tobą. Nie zawsze człowiek wie co chce robić przez całą resztę swojego życia. Gorzej byłoby trwać w czymś, co potem się zarzuci i jedyne do czego to jest potrzebne, to do liczenia w pewnym momencie dodatkowych dni do pełnego urlopu. Trzeba się nad nimi bardzo dokładnie zastanowić, by nie były zmarnowaniem czasu dla papierka. Fajnie, że w twoje życie (choć nie były pełne) wiele wniosły. O to chodzi.

    • Studia są bardzo fajne jak się dobrze trafi i mogą niezwykle przydać się w życiu. Dobrze, że trafiłaś tak jak chciałaś 😉

      Chciałbym jeszcze spytać co rozumiesz pod pojęciem niepełne? Że nie ukończyłem magistra czy, że mam tylko licencjat (wiem, że to w sumie niemal to samo, ale ma nadzieję, że wyłapiesz różnicę). Pytam, ponieważ z takim argumentem spotykałem się już wiele razy (jak chodzi Ci, że mam tylko licencjat) i moim zdaniem teraz to jest pozostałość po czasach gdzie mieliśmy tylko 5 letnie studia. Dla mnie licencjat to pełne wyższe wykształcenie 😉

      • Mój kierunek był tylko 5 letni, bez podziału. Jedynie magister. Tak więc faktycznie patrząc przez swój pryzmat – takie studia uznaję za pełne. I nie mówię tego, żebyś poczuł się urażony -ale np. tam gdzie się chcę wyprowadzić (mówię o jakimś kraju a nie stanowisku w jakimś mieście), uzyskałam informacje, że tylko magister jest brany pod uwagę i istotny w „punktacji”. Tak więc, to różnie bywa. Ale wszystko zależy od tego co chcesz i gdzie to chcesz robić w swoim życiu :). Dlatego podtrzymuje to, że nie zawsze „papierek” jest potrzebny do szczęścia. Ale czasami tak.

  • Monika Filipkowska

    Właśnie ostatnio miałam rozkminę, co mną kierowało przy wyborze studiów skoro prawdziwą frajdę daje mi robienie czegoś zupełnie innego 😉
    Jednak sądzę, że w studiowaniu bardziej chodzi o poznawanie fajnych ludzi, a poznałam świetnych. No i wydaje mi się, że studia nauczyły mnie ciekawości, więc ogólny bilans jest na plus.
    Sam dyplom jakoś do niczego mi się nie przydał. Poza moimi rodzicami nikt nie chciał go oglądać 😉 Grunt żeby w życiu robić to, co się lubi. Trzy literki przed nazwiskiem ani tego nie gwarantują ani w tym nie przeszkadzają.
    A wczoraj usłyszałam, że skoro jestem programistą po socjologii to powinnam programować ludzi XD

  • Też rzuciłam studia na magisterce, pod koniec trzeciego semestru i bardzo żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej – chciałam zrezygnować już po pierwszym roku, ale Rodzicielka zaczęła mnie przekonywać, żebym skończyła i się obroniła, przekonał mnie ostatecznie argument finansowy, że zapłaci mi czesne (to były studia zaoczne), a potem i tak zrezygnowałam, bo tylko się męczyłam, nie widziałam w ogóle sensu tych studiów, bo już wiedziałam, że sam papier mi nic nie da, a doświadczenia nie miałam żadnego i nie szukałam okazji, by je zdobyć, a zresztą wiedziałam już też, że chcę robić zawodowo coś zupełnie innego…Wszyscy się pukają w głowę, że mogłam już przemęczyć te kilka miesięcy, że właśnie, tak jak piszesz, zmarnowałam czas, a dla mnie bardziej zmarnowany byłby raczej, gdybym się męczyła do końca studiów i miała wyjęty z życia co drugi weekend.

    • No to piąteczka 😉 Ważne, że Ty jesteś zadowolona z takiej decyzji, a brak papierka to mała strata 😉

  • wiesz co? super, że trafiłam kiedyś na Twojego bloga. kończę właśnie licencjat z sinologii i też chcę go skończyć jak najszybciej, potem zrobić jakieś praktyki, czegoś się nauczyć. i nie wiem, czy chcę iść na magisterkę. na pewno nie chcę iśc na nią na uczelni, na której obecnie jestem, a gdzieś indziej to nie wiem,czy się dostanę. no i plus to, że w ogóle nie wiem, czy chcę coś robić z chińskim (no, może uczyć bym chciała), bo po pobycie w tym pięknym kraju dość mocno się zraziłam do kontaktów z Chińczykami. tak więc na razie robię rok przerwy, jadę porobić w życiu ciekawsze rzeczy niż wysiadywanie na uczelni, a potem? zobaczymy. pozdrowienia!

    • o, nie napisałam o straconych latach. za każdym razem, jak komuś mówię, że nie wiem, czy chcę coś robić z chińskim i że próbuję rozwijać się w innym kierunku, pada pytanie: a nie szkoda ci 3 lat? a no, nie szkoda, pewnie z podobnych powodów, dla których nie szkoda tobie. fajnie mi się studiowało, nauczyłam się czegoś bardzo ciekawego i co mimo wszystko może się w życiu przydać. lepiej było studiować 3 lata sinologię i najwyżej tego potem w życiu nie wykorzystać, niż studiować socjologię/politologię/filozofię przyrody i… też z tego nie skorzystać.

      • Mogę tylko dodać, że też chętnie bym wyjechał trochę pozwiedzać świata i będę Ci gorąco kibicować 😉

  • a ja na studia nawet nie poszłam. i się świetnie bawię. jedyne, czego póki co żałuję, to zniżka studencka. a co do mojej przyszłości, to jestem pełna nadziei. że sobie poradzę, mimo braku wyższego wykształcenia.

  • Świetnie napisany tekst, bardzo dobrze się go czyta 🙂 Ja rzuciłam studia na rzecz innych, bo zdałam sobie sprawę, że nie chcę zajmować się japońskim zawodowo.

  • No dobra. A teraz powiedz jak to sie ma w stosunku do Twoich wyjazdów do Chin? Ktoś / Coś musiał tutaj wyłozyć, zebyś mógł poznać tamtejszy świat :

    • Więc tak:

      Tajwan to jedynie zniżka na uczelnie, więc rodzice musieli mi ogromnie pomóc. Bez nich nie dałbym rady.

      Chiny już trochę lepiej, bo tam dostawałem kieszonkowe, miałem akademik i darmową naukę. Rodzice też mi pomogli w tych wyjazdach, ale ja cały czas pracowałem i dorabiałem sobie pisząc.

      • W takim razie ogromny szacunek za to wszystko 🙂

  • Jednolite chyba bardziej trudniej rzucić. Mówię w sumie czysto teoretycznie – bo nigdy nie myślałam o rzuceniu (no dobra, wiadomo, że kłamię, każdy bez wyjątku myślał chyba setki razy:D ). W sumie z jednej strony cieszę się, że niby już niedługo, z drugiej trochę szkoda. A studiowanie zaczęło mi się podobać jak zdałam sobie sprawę, że to już końcówkę – wcześniej cały czas tylko liczyłam ile do końca. Niektórym nigdy nie dogodzisz 😀

  • Wymyśliłam sobie, że będę architektem i psychologiem i marzenie swoje spełniłam. Mimo możliwości studiowania „za darmo”, studiowałam wieczorowo i zaocznie, przez cały okres studiów zdobywając doświadczenie. Uwielbiałam swoje studia i wyciągałam z nich to, co najlepsze. Z pracą generalnie problemów nie miałam, wręcz wiele razy czułam się pokrzywdzona w drugą stronę – wiesz teksty w stylu „ma pani zbyt duże kwalifikacje” czy „ale my pania zatrudnimy a pani zaraz ucieknie gdzie indziej bo kwalifikacje ma pani ponad poziom” sa mi doskonale znane – zresztą to długi temat… stało się jednak tak, że i tak przyszło mi wyjechać. Obecnie próbuję usilnie powiązać to, co mam w głowie, z obecnym rynkiem pracy w koło mnie. Jeszcze sporo przede mną, ale wiem, że dam radę 🙂 Gdyby ktoś mnie zapytał czy warto iść na studia odpowiedziałabym że jak najbardziej. To jeden z lepszych momentów w naszym życiu. I nie ma to żadnego związku z tym, czy te studia ukończymy czy nie.

  • Princess Consuela

    Jak się cieszę, że trafiłam na Twój tekst! Mamy coś wspólnego, oboje wybraliśmy studia związane z językiem chińskim i oboje zdaliśmy sobie sprawę, że nie zaiskrzyło między nami a studiami 🙂 jest jednak mała różnica, ja rezygnuję na licencjacie. Jutro mam ostatni egzamin na studiach, właśnie z chińskiego. Naukę do niego porzuciłam jeszcze przed wakacjami, nie poszłam na pierwszy termin bo zdałam sobie sprawę, że to nie to! Nie to chcę robić w życiu. Mam zupełnie inne zainteresowania! Przez wakacje do nauki na jutrzejszy egzamin zasiadłam dwa razy, obie próby zakończyły się porażką (niedobrze mi się robiło jak tylko otwierałam podręcznik). Podjęłam decyzję, że czas z tym skończyć i jutro będę wreszcie wolna, od tych studiów i tego języka! Nie zdam egzaminu, to jasne. Z serca spadnie mi ogromny głaz. Też żałuję że tak późno zdałam sobie sprawę, że to nie to. Zaczynam niedługo robić to co lubię i to co sprawia mi najwięcej przyjemności. Trochę czułam się jak przegrana, zastanawiałam się skąd u mnie ta niechęć i miałam wyrzuty sumienia że nie podejmuję żadnej inicjatywy żeby dostać papierek ukończenia studiów. Teraz wiem dlaczego, bo nie lubię tego co do tej pory robiłam. Masz rację, nie mogę żałować, że zaczęłam ten kierunek bo przez ten czas poznałam super ludzi, którzy teraz motywują mnie do spełniania marzeń i osiągnięcia sukcesu w dziedzinie która naprawdę mnie kręci! 😉

    • Nie pozostaje mi powiedzieć nic innego niż powodzenia z nowym wyborem 😉

      Chiński jest fajny, ale nie każdy musi być od razu tłumaczem 😛

  • Monika

    Ja wlasnie zastanawiam sie caly czas od poczatku 2 roku studiow czy ich nie skonczyc. Codziennie wracam zażenowana że tyle tego wszystkiego mnie czeka na nastepny tydzien do zrobienia i po za tym czuje się jakbym nie miała być w tym miejscu w ktorym jestem. Moje studia są troche związane z tym co chciałabym robic ale nie dokońca.

  • Michalina

    Strasznie cieszę się, że wpadłam na Twój tekst 🙂 mój problem zaczął się w tym roku – anglistyka licencjat. Choć bardzo lubię angielski to tak naprawdę czynnikiem decydującym był fakt, że nie wiedziałam do czego się w życiu nadaję. Nie miałam pomysłu na siebie i przez długi czas spędzało mi to sen z powiek. Dostałam się na studia. Wyjechałam i… październik nawet nie dobiegł końca, a ja codziennie chodzę na zajęcia z myślą, że to jednak nie jest to co chcę w życiu robić. Jak próbowałam o tym porozmawiać z rodzicami to usłyszałam, że ‚przesadzam, jestem przecież mądrą dziewczyną, która nie rzuci studiów’. Nie wiem co mam robić. Może jednak październik to za szybko żeby podejmować jakiekolwiek decyzje.

    • Również się cieszę! 😀
      Ja dałbym sobie na Twoim miejscu trochę czasu, chociaż jeden semestr 😉 A potem to hulaj dusza piekła nie ma, rób co czujesz 😉

  • W Ekonomii to się nazywa Efekt Utopionych Kosztów. Czyli „no już jesteśmy pięć lat razem, więc weźmiemy ślub, no bo nie będę nikogo nowego szukał po takim czasie”. Znaczy zmarnowałem już 5 lat to zmarnuję jeszcze 45! 😀 Ogólnie chodzi o to, że koszty już poniesione są nie do odzyskania i jeżeli efekty są inne niż zakładaliśmy, to brniemy w to dalej, bo może jednak się uda, mimo, że powinniśmy zrezygnować. Taki książkowy przykład to kurs języka. Po roku nic nie umiesz, ale myślisz sobie „no przecież już tyle zainwestowałem czasu i pieniędzy, to dociągnę to do końca, żeby tego nie zmarnować”. Mimo, że najlepszym pomysłem byłoby zwyczajnie zrezygnować.